sobota, 7 listopada 2015

Koncert, koncert, koncert

O tym, że piątkowy wieczór, to moja ulubiona część tygodnia mówiłam już wiele razy. Cudownych kilka godzin, podczas których mogę zrzucić z siebie cały trud minionych dni, przestać myśleć o tym co stresuje, zapomnieć o słowach "trzeba", "muszę" i "powinnam". Przeważnie pomaga mi w tym muzyka płynąca z radia, bo Lista Przebojów Trójki to obowiązkowy element tego wieczora, podobnie jak lampka (lub dwie) czerwonego wina. I świece. Teraz, gdy mrok dopada mnie już w drodze z pracy świece to podstawa. Zapalam je w każdym pomieszczeniu, w którym przebywamy, tak bardzo lubię ich ciepłe migotanie. I tylko, gdy idę w końcu do łóżka po takim przedłużonym już o kilka nocnych godzin piątuniu Małż przewracając się na drugi bok pyta, czy na pewno wszystkie pogasiłam, bo kiedyś spalę dom ...
Czasem jednak ten przyjemny piątkowy czas staje się jeszcze przyjemniejszy... 
Wczoraj też była muzyka (chociaż nie z LP3), też było wino, choć tym razem grzaniec ze styropianowego plastikowego kubeczka. Świec nie było, ale nastrój z ciemności wydobyły reflektory... 
Wczoraj był koncert.
Kasi Groniec.
Z piosenkami z jej najnowszej płyty "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej".
Gdy tylko dowiedziałam się, że Kasia Groniec będzie w Krakowie, do tego tak blisko, bo w klubie Studio na Miasteczku Studenckim, popędziłam "w internety" kupić bilety. Żeby nie zabrakło. I dobrze zrobiłam, bo sala była wypełniona po brzegi. Kraków kocha Katarzynę :)))
I ja kocham to,co Ona robi. Przyznam, że w ciemno biorę wszystko, co zaśpiewa, chociaż do niektórych piosenek musiałam dojrzewać nieco dłużej. Mam większość jej płyt. Oprócz tej ostatniej, ale dziś już wiem, że i tę lukę zapełnię (Mikołaju, widzisz? Uśmiecham się do Ciebie najładniej jak umiem).
Mimo niemal bezkrytycznej fascynacji całym dotychczasowym dorobkiem Kasi trochę się bałam tej płyty. No bo piosenki ze słowami Agnieszki Osieckiej to klasyka. Wszyscy je znamy, wiele potrafimy zaśpiewać lub przynajmniej zanucić. Interpretacje Maryli Rodowicz, Skaldów, Kaliny Jędrusik, czy Magdy Umer mamy w głowach od dziecka. Zaśpiewanie ich inaczej to niemal świętokradztwo. Zaśpiewanie ich lepiej niż poprzednicy - niemożliwość.
A jednak!
Można inaczej, można nawet bardzo inaczej i jest to nadal piękne, nadal mocne, nadal chwyta za gardło, przewraca człowiekowi trzewia i wyciska łzy wzruszenia. Ale Ona to po prostu potrafi!
Wszystkie wybrane na płytę piosenki dostały nowe aranżacje, niektóre mocno odjechane. Nie spodziewajcie się "plumkania" na pianinie i delikatnej gitarki. Jest dużo elektroniki, mocna gitara i niesamowita perkusja.  Nie jestem znawcą muzyki, bardziej ją czuję niż wiem, ale dla mnie taka zmiana to coś, co tym piosenkom się należało. Były jak schowane na strychu porcelanowe figurki po babci. Piękne, ale troszkę niemodne, lekko przykurzone. Kasia wyjęła je z kredensu, zdmuchnęła ten kurz, i pokazała nam, że mały lifting, odrobina farby, chęci, talentu, pracy, serca i figurka znowu może stanąć na honorowym miejscu w salonie.
A przy tym wszystkim ... jak to jest podane! Bo koncert to nie tylko "pani przy mikrofonie". To mały spektakl z kilkuminutowych jednoaktówek. Kasia nie tylko śpiewa, Kasia gra całą sobą, czasem tylko stopą (bosą), czasem dołączają ręce, by za chwilę porwać cale ciało w szalony taniec po scenie... a potem znowu zastygać bez ruchu... wszystko w rytm emocji.To niesamowite, ile energii wyzwala się w tak drobnym ciele. Nic nie jest przypadkowe, ruchy dłoni, odwrócenie głowy, hip-hopowy taniec, bańki mydlane wypuszczane nad głową, ucieczka w ciemność ... i głos... mocny, pewny, pełen emocji. Parafrazując usłyszane w radiu słowa Krystyny Jandy, opisującej swoje przeżycia podczas spektaklu - z pierwszym dźwiękiem, pierwszymi słowami każdej piosenki zapadałam w sen, z którego budziły mnie dopiero oklaski. Może sen, to nie najlepsze określenie, może to było wejście w jakąś inną rzeczywistość... Cudowne uczucie wyciągania na wierzch własnych uczuć i emocji...
Na dużym ekranie w tle cały czas trwała projekcja, trudno to nazwać filmem, raczej multimedialnym obrazem nastrojów idealnie zgrany z treścią śpiewanej właśnie piosenki.

Tego się nie da opowiedzieć, słowa są zbyt banalne a moje opowiadanie kalekie. To trzeba zobaczyć i przeżyć po prostu. Dlatego, jeśli na ulicy Twojego miasta zobaczysz plakat zapraszający na koncert Katarzyny Groniec daj się skusić. Przeżyjesz magiczną dwugodzinną podróż do wnętrza siebie. Warto!



Niestety zdjęcia można było robić tylko podczas pierwszego utworu, ale i te udały nam się raczej marnie. Gdy jednak zajrzałam na stronę Katarzyny Groniec na FB zobaczyłam, nie bez przyjemności, że całkiem przypadkiem znaleźliśmy się na zdjęciu ilustrującym wczorajsze wydarzenie. Oczywiście trzeba się mocno wpatrywać, żeby nas zobaczyć, ale jesteśmy!!! Chyba sobie w końcu założę konto na FB ;)

Najchętniej zilustrowałabym ten wpis wersją "Nim wstanie dzień" lub "Uciekaj moje serce" - obie cudowne - niestety nie ma ich w sieci. A "Króliczka " (tu bardzo ładny klip z YT)  pewnie wszyscy znają z Trójki, więc tym razem korzystam z jedynego nagrania koncertowego, jakie znalazłam.
Fragment koncertu "Zoo ..." w bliskich mi ze względów sentymentalnych Siedlcach... widzę, że u nich ta piosenka też była śpiewana na bis :)))



 https://www.youtube.com/watch?v=tH9op0Gcv9o


Wciąż mam w głowie tę muzykę. Niestety, dziś jest już "tylko" sobota, więc czas wrócić na ziemię .

Miłego weekendu!

P.S.  Ponieważ wciąż nie mogę uwolnić się od tego nastroju i "drążę temat" w internecie znalazłam wywiad, jakiego Kasia Groniec udzieliła Markowi Niedźwieckiemu. Oprócz rozmowy jest też pełna wersja "Kokainy" , cudna ... kto ciekawy podaję link:

https://www.polskieradio.pl/9/344/Artykul/1538676,Katarzyna-Groniec-o-plycie-ktorej-mialo-nie-byc
 

9 komentarzy:

  1. Zazdroszczę życia w dużym mieście właśnie ze względu na wszelkie formy życia kulturalnego. W moim niestety takie "perełki" zdarzają się bardzo rzadko.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, my tu w "dużym mieście" mamy łatwiej, ale z tego, co widziałam na FB K.Groniec podróżuje nawet do miejsc rzadko goszczących takie wydarzenia. Kto wie, może i blisko Ciebie też się pojawi. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  2. Fantastyczna recenzja, Mireczko:) Będę wypatrywać plakatu. Wspaniale tak oderwać się od codzienności... My właśnie wróciliśmy z Teatru Kamienica, ze spektaklu "Kolacja na cztery ręce". Rewelacja pod każdym względem, jesteśmy zachwyceni! A dwa tygodnie temu byliśmy na koncercie Simply Red - super, ciągle w formie:) Szkoda, że tym razem Cię nie było:(
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło Haniu, że zajrzałaś do mnie. Wiem, że mamy podobny gust muzyczny, podejrzewam, że byłabyś zachwycona tym koncertem. A ja zazdroszczę Ci Simply Red. Tym razem nie było szans, żebyśmy pojawili się w Warszawie. A swoja droga skoro już mamy w Krakowie warunki do organizacji tak dużych koncertów czas by Mike pomyślał też o odwiedzeniu nas. Skoro jednak nie zakończył kariery to wszystko przed nami. A wiesz, właśnie na koncercie Kasi G. zapytałam Małża, czy ma jeszcze nagranie, jakie zrobił telefonem podczas poprzedniego koncertu Simply Red, gdy śpiewaliśmy razem "If You don't know me ..." To było niesamowite!
      Ściskam ciepło!

      Usuń
  3. "Szukali królicka ze świcą" - ten kawałek zauroczył mnię ę ę. ;) Uściski serdeczne Miro Miła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))))
      Cieplutko pozdrawiam i mocno ściskam!

      Usuń
  4. nie znalam tej wokalistki...Oczywiscie zaraz po przeczytaniu Twojego postu weszlam na You Tube i...jestem zachwycona!!!! Niet tylko cudownym glosem ale przede wszystkim gelebia tekstu...jej muzyka zmusza do slow down, do zatrzymania sie, refleksji nad tym co bylo ale tez i nad tym co jest i co bedzie. Blask swiec, lampka wina i ONA wypelniajaca swoim glosem wnetrze...i nic wiecej. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda?! Ja też jestem zachwycona barwą (nazwałabym ją wyrafinowaną i wytrawną), ale cenię w Kasi przede wszystkim to, że zawsze śpiewa o czymś. Dlatego tak łatwo popadam przy niej w zasłuchanie. Pozdrawiam Aguś, cudownie, że wróciłaś!

      Usuń

Twój komentarz jest dla mnie wyróżnieniem...