Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 grudnia 2014

wtorek, 28 grudnia 2010

Maxi King ...

Dziwny to czas, tych kilka dni pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem. Niby normalny "czarny" tydzień, ale nawet ci, którzy muszą wstawać rano i gonić do pracy czują różnicę. Kto ma dzieci w wieku szkolnym, ma je teraz w domu przez 24 godziny na dobę z całym wachlarzem humorków, nastrojów i zachcianek. Oj, docenia się w takie dni znaczenie szkolnej świetlicy... i stołówki. Chociaż kwestia jedzenia nie jest po świętach problemem, bo przeciętna polska rodzina, kultywująca tradycje świąteczne ma w lodówce zapasy wystarczające na przeżycie bez wizyty w sklepie co najmniej do Trzech Króli :))) Co oczywiście nie oznacza, że przed Sylwestrem nie przypuścimy kolejnego szturmu na supermarkety, bo przecież szampan, bo śledzik, bo fajerwerki, bo "nie mam co na siebie włożyć" ... kolejny element tradycji. Ale na razie lekko ociężali, lekko zmęczeni fizycznie i psychicznie pozwalamy czasowi przelać się przez palce... powoli...niespiesznie... nabiegałyśmy się już wystarczająco przykręcając obroty od połowy grudnia...teraz wrzucamy na luz i toczymy się pomalutku ku końcówce roku. Czas na podsumowania, plany, postanowienia noworoczne... ale to jeszcze nie dziś... dziś rozkoszujemy się spokojnie wypita kawą...przeglądamy czasopisma... zaglądamy do blogowych koleżanek ( mam takie zaległości w czytaniu i komentowaniu, taka jestem złakniona kontaktu z Waszymi blogami, że chyba zrezygnuję całkiem ze spania, żeby Was wszystkie odwiedzić).

No właśnie... bardzo, bardzo Wam dziękuję za pamięć, za życzenia, kartki i prezenty. Nie ukrywam, że wzruszyły mnie one, bo chociaż w blogowym świecie jestem już ponad rok, wciąż nie mogę się nadziwić tej bezinteresownej życzliwości, pozytywnej energii i ciepłym gestom z jakimi spotykam się na każdym kroku. Oczywiście mam ogromne wyrzuty sumienia i wstyd mi bardzo, że nie pamiętałam o Was w tym przedświątecznym amoku. Nie, wróć! Oczywiście że myślałam o Was nieustannie, zabrakło tylko tego namacalnego dowodu mojej pamięci. Ocknęłam się zbyt późno, wysyłanie kartek w Wigilię nie miało już sensu, więc teraz biję się w piersi i przyznaję że beznadziejna ze mnie koleżanka.


I nie zasłużyłam na te wszystkie cudowności:

... piękne serducho z motywem retro od Agusi ...



... aniołek wiszący od OLQI, wcale nie wsiowy ;))) idealnie wkomponował się w klimat naszej sypialni i zostanie tam nawet po sezonie ...



... kartki przepiękne zrobione przez zdolne łapki Beatki, Madziki czy Małgosi...


Od Małgosi dostałam przed świętami coś jeszcze, coś niesamowicie ważnego, pięknego i potrzebnego, nie do sfotografowania i nie do opisania. Małgosiu, Ty nawet nie wiesz jak potrzebne mi były Twoje słowa.



Jak Wam powiem, że ryczałam za każdym razem gdy listonosz przynosił pocztę, to nie uwierzycie... sama siebie nie poznawałam, bo ja przecież twardzielka jestem, tylko czasem jakoś tak wymięknę....


No to żeby zmienić nastrój, to pokażę Wam coś, co mnie dziś kompletnie rozłożyło. Też się poryczałam, tyle że ze śmiechu. O tym, że mamy kota chyba już wspominałam. Kot nie jest do końca nasz, mamy go, jak wiele innych przed nim na spółkę z sąsiadami. Historia tej spółki sięga naszych początków na tym osiedlu i pewnie kiedyś o niej opowiem. W każdym razie Czarek stołuje się i sypia w dzień tam gdzie ma ochotę, noce zaś spędza u sąsiadów. Od pewnego czasu sąsiedzi zaczęli stroić kota. Na początku delikatnie... obróżka, potem na obróżce zawisł dzwoneczek. Podobno po to żeby kot nie łapał i nie znosił do domu myszy. Z czasem okazało się jednak, że dźwięk kotu w skutecznym polowaniu wcale nie przeszkadzał. Mnie zaś doprowadzał do szału, ale podobnie jak kot i myszy z czasem przywykłam. Dziś, gdy po dłuższej świątecznej nieobecności Czarek zastukał w kuchenne okno (innego sposobu wchodzenia do nas nie uznaje) zbaraniałam. Zamiast skromnej parcianej obróżki miał na szyi prawdziwy naszyjnik, łańcuch bijący po oczach srebrzystym blaskiem obwieszony doczepionymi zawieszkami. No prawdziwy "charms" w wersji na kocią szyję. Nie jestem na bieżąco jeśli chodzi o kocią modę, ale to musiał być model z najwyższej półki sklepu zoologicznego. Domyśliłam się, że to prezent gwiazdkowy, dopiero co założony, bo kocisko wyglądał na lekko wkurzonego i próbował owo cudo z siebie zdjąć. Znaczy chłopak skromny, źle się czuł w stylizacji na "Maxi Kinga".

Pamiętacie tę reklamę?




No to teraz patrzcie (oczywiście kto ma kota ten wie jak trudno mu zrobić zdjęcie na zawołanie)

Futro jest? Jest! Łańcuch jest? Jest? Laski w bikini są?... ... ... No cóż... tu jest mały problem i lekki dysonans w porównaniu z filmikiem, bo nawet jeśli sprezentuję sobie skąpe bikini...

to niestety wyglądam w nim tak...
... ale jest szansa na poprawę wizerunku, bo na liście swoich postanowień noworocznych dopisałam (jak co roku :)))) ...he, he, he) odchudzanie, wyraźnie zaznaczając jednak, że tym razem nie ma zmiłuj, bo pomijając już wakacje i bikini, to w maju jest komunia a jak komunia to kamera i trzeba jakoś dla potomności wyglądać. Dlatego moje drogie, po raz kolejny, ale tym razem już z batem nad głową rozpoczynam dietę, więc trzymajcie za mnie kciuki...



ale to dopiero po Nowym Roku :))))))

piątek, 24 grudnia 2010

Wigilia ...


W blasku świec na przystrojonej choince, w dźwięku kolęd,
w zapachu wigilijnych potraw, w uśmiechu najbliższych
odnajdźmy to, co w życiu najważniejsze i zachowajmy w naszych sercach na cały rok.


Wszystkim, którzy odwiedzają ten blog, wszystkim bliskim mojemu sercu
składam ciepłe życzenia zdrowych, radosnych i prawdziwie rodzinnych
Świąt Bożego Narodzenia.


Dziękuję za pamięć... jesteście kochane.

czwartek, 9 grudnia 2010

Przedświąteczny koszyk różności ...


Powitam Was dzisiaj rewelacyjną i zaskakującą nowiną. Do Świąt Bożego Narodzenia zostało już tylko dwa tygodnie! Plus minus, ale coś koło tego. I gdybym była leniem ostatnim, to bym tu wkleiła post mój przedświąteczny sprzed roku, bo pomimo obietnic solennych, które sobie samej a Muzom ( czyli rodzinie i przyjaciołom-powiernikom) czyniłam wówczas jestem, jak rok temu o podobnej porze w głębokim ciemnym lesie jeśli chodzi o przygotowania. Pomijam już fakt, że nie mam prezentów. Nawet pomysłów na nie za bardzo nie mam, chociaż corocznie obiecuje sobie, że już ostatni raz przygotowuję je w ostatniej chwili. Pomijam, że elementy dekoracji domu leżą głęboko w czeluściach strychu a nowych jeszcze nie skończyłam. Czy skończę? Jest taka szansa, ale podobnie myślałam w listopadzie planując zrobienie dzieckom super oryginalnego kalendarza adwentowego. Fakt pozostawania owego gadżetu w sferze marzeń i pobożnych życzeń zmilczę.
O menu wigilijnym nawet nie myślę, pociesza mnie fakt, że co roku silni i zwarci w okolicach ostatniego tygodnia przed świętami zdążaliśmy nie tylko kupić, ale i przyrządzić. To damy radę i w tym. A że barszcz będzie na Knorze a nie ukiszony własnoręcznie... trudno, nikt nie jest doskonały. Najgorsze jest to, że do dzis nie wiemy gdzie spędzimy te święta. Z racji odległości od domów rodzinnych nie wchodzi w grę przemieszczanie się od wigilii do wigilii. Od dwudziestu lat mamy więc dylemat u nas, czy u mamy a jak u mamy to u której. Niestety żaden wybór nie jest dobry bo zawsze ktoś ma żal a my zamiast "natychać się" miłą rodziną atmosferą siedzimy przy wigilijnym stole w poczuciu winy, że wybraliśmy nie tak...
Zaglądam na Wasze blogi, na których praca wre i tak leciutko Wam zazdroszczę. Ale nic to! Najważniejsze to nie poddawać się szarym myślom, wierzyć, że wszystko się uda i robić swoje, choćby takie malutkie.
No bo żebym całkiem nic, to nie... coś tam sobie dłubię. Niestety nie wszystko mogę tu pokazać, bo część rzeczy musi pozostać niespodzianką, ale pochwalę się na przykład...

... kolorowymi pudełkami na świąteczne drobiazgi...





... zakładkami "w klimacie"...





... i całkiem nieświątecznymi...



Zrobiłam nawet decou-bombkę sztuk JEDEN i wystarczy. Tak jak pisanki przed Wielkanocą, tak bombki teraz jakoś mnie nie lubią. No to w takim razie ze wzajemnością :((( Ta jedna powędrowała na szkolny kiermasz do Oli, zdążyłam w porannym amoku zrobić jej szybkie trzy zdjęcia. Mam nadzieję, że chociaż jedno będzie na tyle udane, żeby je tu umieścić :)).

Tak jak pisałam, reszty świątecznych drobiazgów pokazać na razie nie mogę. Mogę się natomiast pochwalić wszem i wobec jak mnie Los ostatnio rozpieścił. Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z cudeńkami od Kaprysi, która zorganizowała takie "wredne" candy, że każdego uczestnika uszczęśliwiła własnoręcznie ufilcowaną biżuterią. Mało tego, że każdy dostał prezent, to jeszcze można sobie było wybrać kolor. Ja poprosiłam o coś w brudnym różu, tak na przekór mojej dotychczasowej biżuteryjnej kolorystyce i mam!


Kolczyki kuleczki i piękny wielobarwny kwiat-broszka. Zdjęcie ukradłam ze strony Kaprysi, ale mam nadzieję, że mi wybaczy. Tak bardzo chciałam już Wam je pokazać. Obiecuję jednak, że jak tylko zrobię własne, to tu umieszczę. Przy okazji klikając TU możecie obejrzeć inne komplety. Kasiu! Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Nie muszę chyba mówić, że kolczyki chyba nie będą tylko moje, bo Ola spogląda na nie łakomym wzrokiem :))))

To nie wszystko w temacie "głupi ma zawsze szczęście", bo wczoraj wieczorkiem, już niemal jednym tylko okiem dojrzałam, że i u Tabu mi się udało. "Sierotka" wyciągnęła karteczkę z moim imieniem i tym sposobem obejrzę sobie już niebawem "Przerwane objęcia Almodovara, film, z którego znam i uwielbiam muzykę skomponowaną przez Alberto Iglesiasa (zbieżność nazwisk przypadkowa, ale działanie dźwiękami na kobiety podobne) . Już się ciesze na intymny, wieczorny seansik. Dziękuję Małgosiu! A Was po raz kolejny zachęcam do zanurzenia się w spokojny i piękny świat Małgosi. Zaglądam tam zawsze, gdy chcę zobaczyć własne przemyślenia w mniej chaotycznej niż moja głowa mieści formie.

A teraz, zanim oddalę się od klawiatury i nucąc pod nosem "krok po kroczku, krok po kroczku, najpiękniejsze w całym roczku ..." udam się w poszukiwaniu natchnienia do pracy ma do Was Kochane małą prośbę. Otóż, kilka dni temu pokazałam komuś zakładkę z Marylin Monroe. Okazało się, że ten ktoś jest fanem owej ( gwiazdy, nie zakładki) i że by chciał taką tylko bez tego Nowego Jorku naokoło. Oczywiście sama "Marylka" wycięta z tła wygladałaby nijak, ale pomna istnienia różnych wersji serwetek z gwiazda obiecałam, że zrobię zakładkę z ładniejszą MM. No i cóż... dobre chęci nie wystarczą, przekopałam znane mi "serwetkownie" i znalazłam jeden, dosłownie jeden wzór, szczerze mówiąc taki sobie. Dlatego prośba do Was. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie proszony jest o podanie namiarów na piękne oblicze marylin Monroe na serwetce. Wdzięczna będę za link do sklepu, odkupię serwetki od kogoś kto ma, na zbyciu lub wymienię na inne.

A już zupełnie na koniec dziękuję Wam wszystkim za taki odzew na moje candy. Trzycyfrowa liczba lekko mnie paraliżuje, bo jak wiecie moje dzierganie to niemal debiut, zważywszy na lata przerwy. Ale cieszy mnie, że dzięki temu odzywają się osoby, które nigdy do mnie nie zaglądały. Dziękuję, że zostajecie na dłużej, dziękuję za komentarze i listy. Jeszcze przez cztery dni czekam na Wasze zgłoszenia.

Pozdrawiam Was cieplutko.

środa, 23 grudnia 2009

Magicznych Świąt ...

W przerwie, pomiędzy ubieraniem choinki a krojeniem cebuli do śledzi przejrzałam moje miejsca w necie. Robi się coraz spokojniej, cieplej i życzliwiej. Litery układają się w serdeczne życzenia, na twarzach pojawiają się uśmiechy. Już wszędzie widać, że zaraz, za momencik nadejdą najpiękniejsze ze Świąt. Nacieszmy się nimi, chłońmy tę atmosferę, niech zostanie w nas jak najdłużej...



Wszystkim, którzy natrafią na to miejsce życzę
prawdziwie magicznych Świąt Bożego Narodzenia,
z wielkimi płatkami śniegu wirującymi w powolnym tańcu pomiędzy niebem a ziemią, najpiękniejszą z możliwych mieszanką zapachów,
nie do podrobienia o innych porach roku, dźwiękiem dzwoneczków
i ledwie słyszalnym łopotem anielskich skrzydeł.

W otoczeniu najbliższych odnajdźmy najprostsze, ale najcenniejsze wartości.


A sobie życzę, aby moje blogowanie nie padło ofiara słomianego zapału i żebym wreszcie nauczyła się robić przyzwoite zdjęcia, którymi mogłabym ubarwić to miejsce.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

"Świąd Świąt..."



Ten przewrotny, ale jakże pasujący do tego, co przeżywam corocznie w grudniu tytuł zapożyczyłam od Andrzeja Poniedzielskiego. "Świąd Świąt", czyli panika, jaka ogarnia mnie już w połowie miesiąca i te same od lat pytania: czy zdążę ugotować wszystko, co zaplanowałam, czy znajdę prezenty, które ucieszą obdarowanych, Kiedy przeglądam inne blogi, pełne pierniczków, kartek świątecznych, wianków, serduszek, haftów i innych własnoręcznie tworzonych świątecznych cudności uświadamiam sobie jak głęboko w lesie jestem z moimi przygotowaniami. Coś tam ugotowałam, kilka drobnych dekoracji wisi już na właściwych miejscach, ale to wciąż za mało. Dlatego dzisiaj wrzucam tylko symbolicznego aniołka z zeszłorocznej choinki, żeby było widać, że i do mnie atmosfera Bożego Narodzenia dotarła i wracam do krzątaniny.

P.S. Nieustannie walczę z blogową materią, oczywiście, jak na razie z marnym skutkiem, ale zęby zaciskam i wgryzam się w te techniczne niuanse. Jest coś, co mnie irytuje najbardziej i nie mogę sobie z tym sama poradzić. Może ktoś mi pomoże? Jak to się dzieje, że gdy chcę obserwować jakiś blog, to czasem dopisuje się do Obserwatorów jak należy, czyli ze zdjęciem a czasem ląduję na szarym końcu jako czarno-biała zjawa bez twarzy. Od czego to zależy? Próbowałam różnych opcji i niestety od kilku dni wyskakuje mi ta "gorsza". Pomóżcie, proszę!

wtorek, 15 grudnia 2009

Coraz bliżej Święta...

Już tylko dziewięć dni do Wigilii. Co rok powtarzam sobie: "Tym razem zabiorę się za wszystko wcześniej, przemyślę, zaplanuję..." i co rok w okolicach połowy grudnia budzę się w nocy spanikowana, że nie zdążę. W tym roku jest oczywiście tak samo. Święta Bożego Narodzenia tradycyjnie już spędzamy w domu moich Rodziców i tradycyjnie już, z racji odległości przyjeżdżamy "na gotowe". To oczywiście nie znaczy, że nic nie robimy. Mama jest strażnikiem tradycji i przygotowuje te wszystkie wigilijne potrawy, żeby smakowały "jak u mamy", siostra wypieka ciasta i mięsiwa a my wieziemy przez pół Polski bigos, uszka i śledzie. Oczywiście z moją częścią przygotowań jestem wciąż w lesie a jedyne, co świadczy o tym, że mam świadomość nadchodzących Świąt to kilka serduszek, które uszyłam ostatnio zainspirowana "serduchomanią" panującą na innych blogach.
Taka już ze mnie przekorna natura, że jak kalendarz każe robić dekoracje świąteczne, to mi po głowie chodzą akurat róże, albo inne fiołki. Dlatego zamiast kleić łańcuchy i lukrować pierniczki "popełniłam" taki obrazek. A może właśnie dlatego, że Boże Narodzenie i że Mama ...