Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życzenia. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 kwietnia 2017
sobota, 31 grudnia 2016
Ostatni w 2016...
Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze zagląda, dawno mnie nie było ...
Tym, którzy wciąż pamiętają ścieżkę do Poukładanego Świata ,
Tym, którzy natrafią na to miejsce przypadkiem,
i sobie
życzę,
by nadchodzący szybkimi krokami 2017 przyniósł:
spokój i opamiętanie,
rozróżnienie, co jest ważne, co ważniejsze a co nie warte zachodu
spełnienie
zrozumienie
miłość
przyjaźń
bliskość
wyrozumiałość
równowagę
zdrowy, nie krzywdzący innych egoizm
odnalezienie sensu
Niech nasza codzienność upływa na tym, co piękne i dobre.
Niech będzie tak, by każdy z nas, za rok mógł z zadowoleniem i dumą spojrzeć wstecz.
Mira
niedziela, 3 stycznia 2016
Zaczynamy ...
2016 jest już faktem. Ponieważ to mój pierwszy wpis w tym roku, to zaczynam od ciepłych życzeń dla wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają. Niech Wam się spełnią wszystkie noworoczne postanowienia, zrealizują plany i ziszczą marzenia. I Wam i sobie życzę też, by ten rok nie był gorszy od poprzedniego a wszystkim wieszczącym rozmaite nieszczęścia i koszmary, by im się te przepowiednie nie spełniły.
Ja tym razem nie robię żadnych wielkich noworocznych postanowień, bo już zdążyłam się przekonać, że im więcej zaplanuję tym mniej realizuję. Planów też zbyt wielu nie mam, bo i te potrafią się nagle pokrzyżować. Sytuacje, jakie zdarzyły się w naszej rodzinie na przestrzeni ostatnich kilku lat nauczyły mnie, że nic nie jest nam dane na stałe. Zarówno to, co dobre, jak i to, co złe i przykre. Dlatego trzeba cieszyć się najmniejszymi przyjemnościami i doceniać je wtedy, gdy trwają. Nasycać się dobrą energią, jaka z nich płynie, chłonąć ją , zatrzymywać pozytywne emocje w pamięci i magazynować na potem, gdy już nie będzie tak kolorowo. A gdy przychodzi czas próby, gdy wszystko się wali, nie wolno się załamywać. Bo zły czas też w końcu mija, zza szarości wychodzą znowu pastelowe barwy a coś, co na początku wydawało się koszmarem nie do przejścia, po jakimś czasie nie tylko normalnieje, ale wręcz obraca w coś pozytywnego. Dlatego ja nie wychodzę za bardzo do przodu i nie planuję. Liczę na to, że we właściwym momencie przydarzy mi się to, co powinno i wszystkie elementy układanki znajdą się we właściwym miejscu o właściwej dla nich porze.
Stary rok pożegnaliśmy w gronie przyjaciół i znajomych na kameralnej domówce. Było pyszne jedzenie, zacne trunki i karaoke, które w miarę upływu czasu i alkoholu w szkle stawało się pierwszoplanowym bohaterem zabawy. Nawet najbardziej nieśmiali brali mikrofon w dłoń i śpiewali solo i w duetach. Przed północą wyszliśmy na zewnątrz, by razem z innymi sąsiadami spędzającymi tę noc w domach wznieść noworoczny toast, wyściskać się, wycałować, złożyć życzenia i obejrzeć pokaz sztucznych ogni. To jedna z miłych tradycji naszego osiedla, która narodziła się, gdy stało tu tylko kilka szeregówek i jeden blok i którą kultywujemy teraz, gdy bloków rok po roku przybywa. Na ulicę wychodzą starsi i młodzi, ci, co mieszkają tu od początku i ci nowsi, no i oczywiście goście z zewnątrz, których wita się jak swoich. Czy znamy się bliżej, czy tylko z widzenia jesteśmy tej nocy jedną rodziną i to jest piękne. Jak już wybrzmią wszystkie fajerwerki i trochę podmarzniemy wracamy tam, skąd przyszliśmy i bawimy się dalej. W tym roku dzielnie wytrzymaliśmy do czwartej rano. Na drugi dzień nogi bolały mnie od skakania a gardło od śpiewania, ale to niezbyt wygórowana cena za fajną zabawę i miłe wspomnienia (gdyby pamięć zawiodła mamy też zdjęcia i filmy).
Pierwszy stycznia był u nas dniem piżamowym. Z pełną premedytacją przesnuliśmy się przezeń nie robiąc absolutnie nic. Nie było to specjalnie trudne, bo wstaliśmy dość późno, a potem na przemian jedliśmy, oglądaliśmy filmy, znowu jedliśmy, surfowaliśmy po internecie i tak do wieczora. Cudowny dzień całkowitego relaksu i odreagowania, którego beztroski urok podkreślał fakt, że czekały nas po nim jeszcze dwa wolne dni. Uwielbiam takie "niedziele" w środku tygodnia. Dni, które można zmarnotrawić bez żalu i bez poczucia winy. Nie miałabym nic przeciwko temu, by powtórzyły się od czasu do czasu. Muszę sprawdzić w kalendarzu jak się w tym roku układają długie weekendy majowy i listopadowy. Oby podobnie.
Sobota była już normalną sobotą, więc spędziliśmy ją jak zwykle. Zakupy, sprzątanie, pranie... same ekscytujące zajęcia ;). Za to wieczorem wpadli do nas nasi najbliżsi sąsiedzi, którzy niestety nie spędzali z nami tegorocznego Sylwestra. Nic straconego jednak :))) Wprawdzie nie było tańców, śpiewu i szampana, ale za to zagraliśmy w nową planszówkę, którą w grudniu Mikołaj przyniósł mojemu Małżowi. Jeśli lubicie taki sposób spędzania wolnego czasu i szukacie nowej, fajnej gry planszowej, to polecam Wam grę o nazwie Ego. Pod linkiem znajdziecie opis i zasady. Z dziećmi w Ego raczej nie zagracie, ale z przyjaciółmi, znajomymi jak najbardziej - idealna forma poznawania siebie nawzajem. Nas to tak wciągnęło, że "ostatnią kolejkę" powtarzaliśmy chyba z dziesięć razy, bo mimo że było już po drugiej w nocy wciąż ktoś rzucał "no to może jeszcze jeden raz"...
Długi weekend dobiega końca. Powoli trzeba już przestawiać się na tryb "praca". Na szczęście ten nadchodzący tydzień też będzie skrócony, łatwiej będzie wskoczyć znowu w normalny rytm, bo potem to już nie ma zmiłuj :))))
Tymczasem jednak pławiąc się w cieple kominka i nastrojowej muzyce posyłam Wam jeszcze raz gorące noworoczne uściski. Niech ten świeżo rozpakowany roczek przyniesie Wam same dobre dni.
Żegnam się z Wami cudowną piosenką Domowych melodii. Wiem, że już kiedyś ją zamieszczałam... to nic ... dobrego nigdy dość.
Dobrego wieczoru.
Mniej więcej o:
dom,
domowe melodie,
gry planszowe,
muzyka,
życzenia
środa, 23 grudnia 2015
Magicznych Świąt!
Kochani!
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia przesyłam wszystkim
zaglądającym do Poukładanego Świata
gorące życzenia.
Niech każdy z Was odnajdzie swoje miejsce przy wigilijnym stole, wśród bliskich i życzliwych osób.
Niech powróci magiczny nastrój, jaki pamiętamy z dzieciństwa.
Niech moc dobra i miłości przemieni nas i nasz świat na lepsze, sprawi, byśmy potrafili cieszyć się tym, co nas łączy i pięknie różnić.
Niech wiara i nadzieja pozwolą Wam urzeczywistnić nasze marzenia i plany.
Magicznych Świąt!
zaglądającym do Poukładanego Świata
gorące życzenia.
Niech każdy z Was odnajdzie swoje miejsce przy wigilijnym stole, wśród bliskich i życzliwych osób.
Niech powróci magiczny nastrój, jaki pamiętamy z dzieciństwa.
Niech moc dobra i miłości przemieni nas i nasz świat na lepsze, sprawi, byśmy potrafili cieszyć się tym, co nas łączy i pięknie różnić.
Niech wiara i nadzieja pozwolą Wam urzeczywistnić nasze marzenia i plany.
Magicznych Świąt!
Mira
Tak mi przykro, że nie zdołam zapukać z życzeniami do wszystkich, do których chcę i powinnam. Nie chcę się już tłumaczyć, musiałabym się powtarzać. Proszę, wierzcie mi, że jestem w tych dniach z Wami całym sercem. Jeśli do kogoś nie zajrzę, nie pozdrowię osobiście, nie napiszę, nie zadzwonię, nie skomentuje pod blogowym postem to NA PEWNO nie dlatego, że zapomniałam. Pamiętam, myślę, jestem blisko. Tylko ten czas...
I przykro mi jest straszliwie z tego powodu. Wybaczcie.
Dziękuję że mimo moich ułomności i zaniechań wciąż ze mną jesteście.
Kocham Was bardzo.
Kocham Was bardzo.
sobota, 30 maja 2015
Nowy domownik ...
Tak się nomen omen poukładało, że przez cały maj nie miałam czasu na blogowanie. Nic na to nie poradzę, że w pojedynku real-wirtual wygrywa ten pierwszy. Ale to chyba normalne. Życie jest ważniejsze niż opisywanie życia, dlatego niestety częstotliwość moich pojawień jest odwrotnie proporcjonalna do mojej aktywności w świecie rzeczywistym. Żeby jednak blog rzęsą nie zarastał oraz oczywiście, tradycyjnie "ku pamięci" to przynajmniej jeden wpis w miesiącu chciałabym popełnić, więc rzutem na taśmę, u schyłku maja witam Was wciąż tutaj zaglądających. Niewielu, ale nie ilość wszak a jakość się liczy.
Oczywiście wpis ten nie pojawia się li tylko dlatego, by statystyce blogowej stało się zadość. Tak bez powodu, to chyba by mi się nie chciało pisać, a podejrzewam, że i weny by nie starczyło, bo co na siłę, to wiadomo ... bez sensu. No dobra, przejdźmy do rzeczy bo coś mi się ten wstęp niepotrzebnie rozłazi :))))
Pomysł narodził się spontanicznie. O dziwo, nikt nie protestował, nikt się nie wahał, nikt nie wytoczył argumentów na nie. Dyskusja trwała kilka chwil, kolejnych kilka zajęło wyszukanie najważniejszych informacji w internecie, troszkę dłużej zajęła podróż do sklepu. Nawet jeśli był cień wątpliwości, czy aby na pewno ... zniknął, gdy tylko spojrzeliśmy na nią po raz pierwszy "na żywo". I do domu wróciliśmy już z nią. Przyznam, że chociaż miał to być prezent dla dzieci z okazji Dnia Dziecka, to wychodząc ze sklepu zoologicznego z klatką, poidełkiem, jedzeniem, siankiem i przede wszystkim z NIĄ sama cieszyłam się jak dziecko.
Panie, Panowie, przedstawiam Wam Nesti, naszą nową przyjaciółkę, przytulankę, śliczną królisię karzełka.
zwierzątko swobodnie mieści się w dłoniach 13-latki
Malutka skradła nasze serca od pierwszej chwili, nawet Luna, dość niechętna innym zwierzętom z zaciekawieniem spogląda na nowego domownika. Zdjęcia nie oddają jej urody. Królisia ma cudowne oczy, jedno błękitne, drugie brązowe z niebieską plamką i śmieszny, płaski pyszczek, który nadaje jej wygląd zadumanego nad tajemnicą istnienia filozofa (choć jeden złośliwiec powiedział, że płaski pyszczek to efekt solidnego zderzenia ze ścianą), a futerko tak miękkie, że nie można się powstrzymać od tulenia i głaskania. Mam nadzieję, że kolejne sesje zdjęciowe, zwłaszcza te ogródku pozwolą mi pokazać Wam całe piękno naszej nowej pupilki. Trudno ją sfotografować, bo ucieka z kadru, więc wszystkie zdjęcia wyszły mi oczywiście nieostre, ledwie dwa udało się wybrać.
prawe oczko brązowe z maleńką niebieską plamką
zapomnieliśmy kupić miseczkę na pokarm, w tej roli nie używana maselniczka ... królik swobodnie się w niej mieści :)
Na zakończenie, nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednym...
Dziś jest sobota, dwadzieścia lat temu był wtorek. Kilka minut przed północą na świecie pojawił się nowy człowiek. Nie za duży, nie za ciężki. Zwinnie, sprawnie i nie przysparzając mi zbyt wielkiego bólu. Mój Synio malutki i taki wówczas bezbronny. Teraz mój Synio, jest wyższy ode mnie, silny, opiekuńczy, troskliwy i ciepły, po prostu fajny facet. Mam wrażenie, że ledwie wczoraj skakał z kanapy na podłogę a ja podkładałam kołdry, koce i poduszki, żeby sobie nie obił małego ciałka. Dziś skacze salta i inne "fikołki", których aż boję się oglądać, bo też rwałabym się do podkładania poduszek.Kiedyś to ja wybierałam książeczki, które miałam czytać mu przed snem, zabawki i ubranka. Dziś mój Chłopczyk poleca mi filmy, które warto obejrzeć i próbuje mnie nakierować, na kogo mam głosować... Czas... to niewiarygodne, jak pędzi.
Kubasku! 100 lat! Niech Ci się spełniają marzenia!
środa, 31 grudnia 2014
Szczęśliwego 2015 !!!
No i stało się! Ostatnia kartka na ściennym kalendarzu czeka na zerwanie. Przyszła uświęcona tradycją pora podsumowań, refleksji i postanowień noworocznych. Ja w tym roku odpuszczam. Nie chcę roztrząsać tego, co było, czego nie było, co by mogło być inaczej, lepiej, ładniej... Niczego też nie postanawiam. I tak nigdy nic z tego nie wychodzi. Zapisanie na papierze, czy publiczne ogłoszenie światu nie gwarantuje spełnienia, więc po co? Życie przyniesie nowe zadania, nowe propozycje, które przyjmę lub odrzucę, skieruje mnie na nowe tory lub pozostawi tu gdzie jestem, obdarzy lub zabierze... jak to życie. A ja, poddam się temu lub powalczę. Przyjmę lub odrzucę. Jak co roku... Jeśli mogę sobie czegokolwiek życzyć na nadchodzący rok, to zdrowia i spokoju. Jak to będę miała, to wszystkiemu innemu podołam. Z nadzieją, że tak będzie zerwę dziś o północy tę ostatnią, samotną kartkę z kalendarza.
W jedwabnej sukni albo bawełnianym dresie,
na szpilkach albo w kapciach z misiem,
w wielkiej sali balowej, przed telewizorem,
na stoku, w kinie, na Rynku w Krakowie,
w kraju czy za granicą,
w tłumie ludzi, albo w małym gronie najbliższych,
z kieliszkiem szampana albo filiżanką herbaty z sokiem,
przy miseczce kawioru, albo talerzu poświątecznego bigosu
przy miseczce kawioru, albo talerzu poświątecznego bigosu
tańcząc do rana albo śpiąc w ciepłej pościeli
daleko od domu, blisko,
śpiewając, czytając, oglądając filmy
gdziekolwiek, jakkolwiek, z kimkolwiek
po swojemu i bez przymusu
powitajcie nowy rok
z nadzieją
z miłością
z wiarą
z uśmiechem
Niech Wam się spełni!!!
Dziękuję, że byliście!
Dziękuję, że jesteście!
Mam nadzieję, że nadal ze mną będziecie.
Dziękuję, że jesteście!
Mam nadzieję, że nadal ze mną będziecie.
środa, 24 grudnia 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
Spokojnych Świąt!
Odpoczywajcie
Wyciszcie się
Wsłuchajcie się w siebie
Zapomnijcie o kłopotach
Pooddychajcie świeżym powietrzem
Spotkajcie się z bliskimi
Uśmiechnijcie się
Spokojnych, zdrowych, rodzinnych świąt!
piątek, 31 stycznia 2014
Słowo na dzień przytulania ...
... a raczej słowa pół, bo choć plany i zamiary mam co weekend ambitne, to wciąż nie udaje mi się napisać kolejnego posta. Zawzięłam się jednak, że w styczniu jeszcze raz się odezwę i chociaż obietnice złożone samej sobie łamię nagminnie to tej jednej postanowiłam dotrzymać.
A że czas goni i planów na najbliższe dwa dni mam huk, to ten post będzie taki właśnie na "słowa pół" , takie ple-ple na koniec miesiąca o ... no właśnie.
Czy wiecie moje kochane, że dziś mamy Międzynarodowy Dzień Przytulania? Święto z tradycjami podobnymi świętu czerwonego balonika w Rosji, ale z dużo piękniejszym przesłaniem. Bo o ile picie alkoholu bez opamiętania (bo to jest ponoć najważniejsze w święcie czerwonego balonika) jest nie tylko zgubne dla wątroby, ale też dla samopoczucia po-, to święto przytulania ma tylko plusy. Ktoś kiedyś powiedział (pewnie jakiś amerykański naukowiec), że do przeżycia potrzebujemy czterech uścisków dziennie, ośmiu, by zachować zdrowie a dwunastu, by się rozwijać. Przytulanie daje poczucie więzi, bliskości, przynależności, przytulanie koi, uspokaja. Zamknięcie w ciepłym kokonie ramion bliskiej osoby daje poczucie bezpieczeństwa i otuchę. Nawet krótki uścisk dodaje energii do życia, ale też pozwala choć na moment zatrzymać się, odetchnąć,odreagować ten pospiech, ten bieg, którym pokonujemy naszą codzienność. Dlatego nie unikajmy tego gestu. Nie rezerwujmy go tylko dla dzieci, czy bliskich bliskich. Przytulmy koleżankę, kolegę, sąsiada, listonosza, psa, kota, drzewo... Nawet jeśli nasz gest ich zdziwi i zaskoczy, to na pewno nie będą mieć tego za złe. Bo bezinteresowny uścisk, tak jak bezinteresowny uśmiech nie może przynosić złych skojarzeń i złych reakcji.
To co? Może przedłużymy Dzień Przytulania na kolejne dni roku? Co Wy na to? Ja jestem za!
No to przytulam Was bardzo mocno i ciepło, choć tylko (niestety) wirtualnie i wracam "poprzytulać" moich Klientów, bo jeszcze godzinka pracy mi została.
A potem już weeeeeekend!!!!
niedziela, 12 stycznia 2014
Na ten nowy rok ...
Zebrałam się wreszcie, bo podejść było kilka. Niestety wena lubiła mnie odwiedzać, gdy akurat daleka byłam od bloga. Skoro więc dziś jest i blog i wena (ledwie widoczna, ale łapię co jest), to nie tracąc czasu na tłumaczenia witam się z Wami w tym świeżutkim 2014 niosąc życzenia... dla Was i dla siebie.
żeby spełnił pokładane w nim nadzieje,
żeby przyniósł spokój i miłość
żeby pozwolił realizować marzenia i plany
żeby dał sobie spokój z niespodziankami, bo coś za często trafiały się te mało przyjemne
żeby można było na koniec powiedzieć ... 2014 ? ... szkoda, że już mija, był dobry!
żeby otulił nas jak wełniany szal, dał poczucie bezpieczeństwa i ciepło
Grudzień prześmignął przeze mnie szybko i intensywnie. Dla większości z Was to najbardziej radosny, pełen dobrych emocji, podniecającego oczekiwania i przede wszystkim bardzo rodzinny miesiąc roku. Dla mnie, od kilku lat to miesiąc wielkiego stresu, wyczerpującej pracy, totalnego niewyspania i zmęczenia. Miesiąc, po którym padam wykończona fizycznie i wybebeszona emocjonalnie. Nie mam czasu na celebrowanie przedświątecznych przygotowań, porządków, dekoracji. O ile w zeszłych latach stawałam na rzęsach, żeby jednak atmosferę świąt jakoś do domu wprowadzić, to w tym roku nie byłam w stanie. Z zachwytem i zazdrością oglądałam Wasze dekoracje, wieńce i kalendarze adwentowe, piękne stroiki, klimatyczne poduchy i obrusy, sama jednak odpuściłam. Jedyne, co mi się udało, to kupić w biegu choinkę, która w domu okazała się "spełnionym snem sycylijskiego mafioso", bo jakiś kretyn pod nazwą "choinka w donicy" sprzedawał ofiary zemsty mafijnej, zalane po brzeg doniczki twardą zaschniętą gliną (oczywiście sprytnie ukrytą pod zwojami folii). Nie było szans na podlewanie nieszczęsnej, bo woda nie chciała wsiąkać w glinę i spływała obficie po brzegu doniczki zalewając nie tylko jutę, którą ozdobnie ją owinęłam, ale i szafkę, na której postawiliśmy choinkę. Biedula bez podlewania z trudem dotrwała do 2 stycznia, ale każde dotkniecie, zwłaszcza kota tradycyjnie zainteresowanego świecidełkami wzbudzało deszcz igiełek (całe szczęście, że w tym roku kolęda była u nas tak wcześnie).
Dziś, gdy choinka już rozebrana, a za oknem iście wiosenna aura trudno mi uwierzyć, że dopiero co było Boże Narodzenie, że był Sylwester i Nowy Rok. Mam wrażenie, że przeszłam obok tych dat nie całkiem świadomie, jakbym oglądała je z boku albo o nich śniła. I jakby to było dawno, dawno temu.
Teraz wracam powoli do normalności, przywracam dobie normalne proporcje, znowu odnajduje czas na życie i na siebie. I zamiast tradycyjnych o tej porze roku postanowień układam sobie listę zmian, które chcę wprowadzić w życie w 2014. Muszę coś zrobić ze swoim życiem, bo ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że mija mi ono na NICZYM. Niby wciąż gdzieś gonię, wciąż coś robię, wciąż w pędzie, ale gdy patrzę wstecz, to nie widzę niczego z czego mogłabym być dumna, co bym mogła powspominać z zadowoleniem, czym bym się mogła pochwalić. Niczego nie tworzę, nie buduję, nie odkrywam. Mam wrażenie, że wciąż coś tracę, że błądzę w bardzo gęstej mgle. Muszę się zatrzymać zanim będzie za późno. To mój plan na ten rok. Odpowiedzieć sobie samej czego tak naprawdę chcę i zacząć to realizować właśnie teraz, gdy jeszcze mogę nie tyle to zrobić, ale też nacieszyć się efektami. Życie jest tak cholernie krótkie.
Na koniec chciałam bardzo, bardzo podziękować tym wszystkim, którzy pomimo mojej nieobecności i nieaktywności wciąż o mnie pamiętają, odwiedzają mnie i zostawiają ciepłe słowa. Dziękuję Wam za Wasze komentarze, za życzenia świąteczne i noworoczne. Dziękuję też tym, którzy pomimo ciszy na blogu pojawili się w gronie jego Obserwatorów. To coś z pogranicza cudu, że choć nie piszę tak często jak kiedyś, choć nie mam też za bardzo czym pochwalić się jeśli chodzi o rękodzieło, to ktoś mnie odnajduje i postanawia zakotwiczyć na dłużej. Bardzo Wam za ten cud dziękuję.
Kolejny post będzie na pewno o tym czym jest dla mnie ten blog i dlaczego muszę/chcę pisać częściej. Do poczytania niebawem! A tymczasem cieszmy się upływającą niespiesznie niedzielą. Dla chętnych piosenka, której ostatnio słucham przynajmniej raz dziennie. Bezpretensjonalna, niewydumana, bardzo mi bliska...
Na koniec chciałam bardzo, bardzo podziękować tym wszystkim, którzy pomimo mojej nieobecności i nieaktywności wciąż o mnie pamiętają, odwiedzają mnie i zostawiają ciepłe słowa. Dziękuję Wam za Wasze komentarze, za życzenia świąteczne i noworoczne. Dziękuję też tym, którzy pomimo ciszy na blogu pojawili się w gronie jego Obserwatorów. To coś z pogranicza cudu, że choć nie piszę tak często jak kiedyś, choć nie mam też za bardzo czym pochwalić się jeśli chodzi o rękodzieło, to ktoś mnie odnajduje i postanawia zakotwiczyć na dłużej. Bardzo Wam za ten cud dziękuję.
Kolejny post będzie na pewno o tym czym jest dla mnie ten blog i dlaczego muszę/chcę pisać częściej. Do poczytania niebawem! A tymczasem cieszmy się upływającą niespiesznie niedzielą. Dla chętnych piosenka, której ostatnio słucham przynajmniej raz dziennie. Bezpretensjonalna, niewydumana, bardzo mi bliska...
Mniej więcej o:
dla siebie,
druty/szydełko,
muzyka,
Pablopavo,
życzenia
sobota, 30 marca 2013
Wielkanoc 2013
Kochane Przyjaciółki Blogowe
Drodzy Obserwatorzy i Stali Bywalcy
i Wy, przypadkowi anonimowi Odwiedzający
Wam wszystkim
na te nietypowe pod względem aury,
lecz niezmiennie ciepłe i rodzinne
Święta Wielkanocne
posyłam moc życzeń
niech te dni będą takie, jakich oczekujecie
Mira
piątek, 8 marca 2013
08.03.
" Kobiety nie zmienisz...
możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmieni"
Andrzej Poniedzielski
Dziewczyny kochane, dostaniecie dziś na pewno mnóstwo życzeń przeróżnych, kwiatów kolorowych , czekoladek słodkich i prezentów przeróżnych. Będą uśmiechy, uściski i pocałunki. Bliscy Waszemu sercu Panowie zadbają, by to był miły dzień. Panowie mijani na ulicy będą się uśmiechać, kierowcy-mężczyźni nie wduszą klaksonu, gdy nasze auto zbyt wolno będzie ruszało na światłach, Pan z warzywniaka dorzuci pęczek koperku do siaty ziemniaków a klient nie będzie warczał do słuchawki. Tak... to będzie miły dzień.
A ja, mając dziś w głowie przemądry cytat z mojego ulubionego Pana Andrzeja, życzę Wam i sobie, żebyśmy po prostu mogły być sobą i żebyśmy się nie zmieniały, no chyba, że jest w nas coś, co nas uwiera. Wtedy nad tym pracujmy, ale tak dla siebie, nie dla ludzi.
Do życzeń dołączam prezent muzyczny, kolejne odkrycie, które zawdzięczam niezawodnej radiowej Trójce. Słuchajcie szybciutko, bo to nówka nie śmigana i pewnie szybko zniknie z YT.
niedziela, 13 stycznia 2013
Wysiadłam, czyli spowiedź z nadzieją w tle ...
Jak zacząć? Co powiedzieć?
... bo przecież były Święta, "najpiękniejsze w całym roczku..." Święta, do których wszyscy przygotowywali siebie i swoje domy. Pieczenie pierników, wieńce i kalendarze adwentowe, własnoręczne przygotowywanie ozdób i dekorowanie nimi nie tylko choinek. Krzątanina w kuchni - mieszanie, doprawianie, pieczenie i gotowanie. Pucowanie i polerowanie. Te wszystkie drobne czynności, którymi budujemy tę specyficzną, jedyną w swoim rodzaju atmosferę Świąt Bożego Narodzenia.
Tak było w większości domów, tak było u Was.
A u mnie? No cóż, czasem tak się składa, że nie ma czasu na pierniki i bombki, że w domu nie pojawia się choinka a na kuchennych szafkach pozostaje nie wytarty kurz. Jest za to ogromne zmęczenie, panika, że nawet z tym niezbędnym minimum się nie zdąży i są wielkie, niewyobrażalnie wielkie wyrzuty sumienia, że się zawiodło..
Bo to nie tak miało być.
Nie potrafię się usprawiedliwić, musiałabym powiedzieć więcej, niż mogę na otwartym, bądź co bądź blogu. Powiem więc tylko, że doszłam do takiego stanu, że ... wysiadłam. Fizycznie i psychicznie. Doszłam do ściany, przez którą nie potrafiłam przejść. Na bicie głową w mur najzwyczajniej w świecie zabrakło mi sił. Wysiadłam.
Przepraszam że nie wysłałam kartek, maili, sms-ów. Wierzcie lub nie, mimo braku "namacalnych" oznak pamięci byłam z Wami bardziej niż kiedykolwiek.
Dziękuję, że pomimo mojego milczenia dotarło do mnie od Was tak wiele ciepłych dowodów pamięci. Czytałam je ze łzami w oczach. Łzami ogromnej wdzięczności i jeszcze większego wstydu, że zawiodłam. Nie tylko Was. Zawiodłam moje dzieci, które zbyt często słyszały ode mnie "zaraz", "nie teraz", "potem". Zawiodłam Rodziców i Rodzinę, z którymi spędziłam Święta ciałem, ale nie do końca duchem. Zawiodłam przyjaciół z realnego świata - czy jeszcze będą chcieli być nimi , czy wykreślą mnie całkiem ze swojego życia i notesu?
Rok 2012 nie był dla mnie najlepszym rokiem a grudzień był jego najczarniejszym podsumowaniem. Mamy jednak 2013 i chcę wierzyć, że mimo trzynastki w numerze będzie lepszy od poprzednika.
Rozpoczęłam go bez noworocznych postanowień. I tak nigdy ich nie realizuję. Rozpoczęłam go z nadzieją że "jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie... " . Bo ponoć to właśnie nadzieja umiera ostatnia.
Kochane moje! Jeśli więc nie wykreśliłyście mnie jeszcze ze swoich notesów i zajrzałyście tutaj, to choć mocno spóźniona ślę Wam najszczersze życzenia dobrego i pełnego pięknych wrażeń roku. Niech będzie dla Was rokiem dobrych emocji i radosnych wydarzeń dzielonych z bliskimi Wam ludźmi. Niech będzie kolorowy i inspirujący. Abyście jak najczęściej miały powody zakrzyknąć Trwaj chwilo, jesteś piękna!
niedziela, 8 kwietnia 2012
niedziela, 1 stycznia 2012
Pierwszy ...

Mimo, że kładłam się dziś koło czwartej nad ranem, to już koło ósmej popijałam swoją pierwszą w tym roku poranną kawę. Po dość spokojnie spędzonej nocy sylwestrowej wstałam sobie wcześnie, by w ciszy śpiącego jeszcze domu przyjrzeć się Nowemu. No bo przyszedł oczywiście. Zawsze przychodzi. A ja zastanawiam się co przyniesie. Już teraz widać, że przyniósł inną pogodę. Wczoraj rano jeszcze padał deszcz, było bardzo jesiennie. Dziś na całej połaci szron... i mróz. Śniegu nie ma, ale ja akurat za śniegiem nie tęsknię i całkiem szczerze się do tego przyznaję. Wiem, że jestem wyjątkiem, bo większość marzy o białym puchu, ale dla mnie ta jesienna plucha mogłaby trwać do marca. Ale spokojnie, w tej kwestii mam zerową moc sprawczą, więc wielbiciele białego szaleństwa mogą spokojnie smarować swoje narty.
Zerknęłam na zeszłoroczny wpis sylwestrowy i upewniłam się, że jak co roku nie wypełniłam swoich noworocznych postanowień. W tym roku udało mi się nie wypełnić ich w 100 %, co jest pewnym osiągnięciem, chociaż niestety mało chlubnym.
Nadal notorycznie nie pamiętam o świętach, urodzinach, imieninach i rocznicach. Starałam się bardzo, ale niestety umiejętność korzystania z kalendarzy i przypominaczy jakoś się mnie nie trzyma. No i zapomniałam... ostatnio o urodzinach Taty, które wypadają w Boże Narodzenie. Co z tego, że dzwoniłam w Wigilię, co z tego, że rozmawialiśmy w tygodniu poświątecznym. Olśnienie spłynęło na mnie dopiero w Sylwestra, gdy Ola zaczęła rozmowę o tych, co to mają "głupio" gdy im urodziny czy imieniny wypadają w święta. Żaróweczka w mojej pustej łepetynie zaświeciła się od razu, ale co z tego, skoro to już było po... Przepraszam, ale teraz wiem, że choćbym nie wiem jak się starała nie umiem tego zmienić.
Kolejne zeszłoroczne postanowienie - badania lekarskie. Obiecałam sobie porządny "przegląd" i co? Nic. No nie było kiedy. Ale też czyjś inny "remont generalny", który spadł na nas w połowie roku, sprawił, że moje plany poszły w kąt. Na całe szczęście tamten pojazd, że tak pociągnę tą motoryzacyjną przenośnię, został naprawiony, dostał nawet całkiem fajny tuning i to jest najważniejsze.
Trzeci punkt zeszłorocznej listy. Hiszpański. Powiedzmy, że zainstalowałam. Powiedzmy, że zrobiłam dwie czy trzy lekcje. A potem przyszło nowe, potem zostałam Raczkującą Bussines Woman na cały, a gdzież tam, na półtora etatu no i na hiszpański zabrakło czasu. Zmilczmy więc por favor, że póki co no hablo en espanol.
Punkt kolejny, odchudzanie - o, tu byłam dzielna i udało mi się od wagi wyjściowej odjąć dziewięć kilo. Trzymałam się dzielnie do listopada. Potem przyszedł czas obgryzania paznokci i zajadania stresu. A potem święta i Sylwester i ... zaraz stanę na wagę i zobaczę co z tych dziewięciu kilogramów do mnie wróciło. I zacznę od nowa, bo co jak co, ale odchudzanie to jedyne z postanowień noworocznych, którego nie skreślam i które sobie zapiszę nie tyle w notesie co w głowie.
Postanowiłam w tym roku nie postanawiać. Ani w sprawach małych, ani w tych dużych. Życie pokazało mi ostatnio, gdzie jest moje miejsce i gdzie ma moje postanowienia. Dlatego niczego nie obiecuję ani sobie, ani innym. Mam tylko nadzieję, że Nowy, który od jedenastu godzin rządzi da mi odetchnąć, pozwoli mi częściej wrzucić na luz i poczuć, że jest OK. Tylko tyle. Aż tyle.
* - obrazek wzięłam stąd...
Zerknęłam na zeszłoroczny wpis sylwestrowy i upewniłam się, że jak co roku nie wypełniłam swoich noworocznych postanowień. W tym roku udało mi się nie wypełnić ich w 100 %, co jest pewnym osiągnięciem, chociaż niestety mało chlubnym.
Nadal notorycznie nie pamiętam o świętach, urodzinach, imieninach i rocznicach. Starałam się bardzo, ale niestety umiejętność korzystania z kalendarzy i przypominaczy jakoś się mnie nie trzyma. No i zapomniałam... ostatnio o urodzinach Taty, które wypadają w Boże Narodzenie. Co z tego, że dzwoniłam w Wigilię, co z tego, że rozmawialiśmy w tygodniu poświątecznym. Olśnienie spłynęło na mnie dopiero w Sylwestra, gdy Ola zaczęła rozmowę o tych, co to mają "głupio" gdy im urodziny czy imieniny wypadają w święta. Żaróweczka w mojej pustej łepetynie zaświeciła się od razu, ale co z tego, skoro to już było po... Przepraszam, ale teraz wiem, że choćbym nie wiem jak się starała nie umiem tego zmienić.
Kolejne zeszłoroczne postanowienie - badania lekarskie. Obiecałam sobie porządny "przegląd" i co? Nic. No nie było kiedy. Ale też czyjś inny "remont generalny", który spadł na nas w połowie roku, sprawił, że moje plany poszły w kąt. Na całe szczęście tamten pojazd, że tak pociągnę tą motoryzacyjną przenośnię, został naprawiony, dostał nawet całkiem fajny tuning i to jest najważniejsze.
Trzeci punkt zeszłorocznej listy. Hiszpański. Powiedzmy, że zainstalowałam. Powiedzmy, że zrobiłam dwie czy trzy lekcje. A potem przyszło nowe, potem zostałam Raczkującą Bussines Woman na cały, a gdzież tam, na półtora etatu no i na hiszpański zabrakło czasu. Zmilczmy więc por favor, że póki co no hablo en espanol.
Punkt kolejny, odchudzanie - o, tu byłam dzielna i udało mi się od wagi wyjściowej odjąć dziewięć kilo. Trzymałam się dzielnie do listopada. Potem przyszedł czas obgryzania paznokci i zajadania stresu. A potem święta i Sylwester i ... zaraz stanę na wagę i zobaczę co z tych dziewięciu kilogramów do mnie wróciło. I zacznę od nowa, bo co jak co, ale odchudzanie to jedyne z postanowień noworocznych, którego nie skreślam i które sobie zapiszę nie tyle w notesie co w głowie.
Postanowiłam w tym roku nie postanawiać. Ani w sprawach małych, ani w tych dużych. Życie pokazało mi ostatnio, gdzie jest moje miejsce i gdzie ma moje postanowienia. Dlatego niczego nie obiecuję ani sobie, ani innym. Mam tylko nadzieję, że Nowy, który od jedenastu godzin rządzi da mi odetchnąć, pozwoli mi częściej wrzucić na luz i poczuć, że jest OK. Tylko tyle. Aż tyle.
A tym, którzy tu czasem zaglądają życzę,
żeby nowy rok przyniósł im spełnienie.
I dużo miłości.
I żeby kolejne kartki z kalendarza odrywali z uśmiechem satysfakcji z wczoraj
i nadzieją na dobre dziś.
żeby nowy rok przyniósł im spełnienie.
I dużo miłości.
I żeby kolejne kartki z kalendarza odrywali z uśmiechem satysfakcji z wczoraj
i nadzieją na dobre dziś.
* - obrazek wzięłam stąd...
sobota, 24 grudnia 2011
piątek, 23 grudnia 2011
piątek, 22 kwietnia 2011
Wielkanoc 2011
Wielkanocny pacierz
ks. Jan Twardowski
Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle Zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce -
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę –
serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.
ks. Jan Twardowski
Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle Zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce -
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę –
serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.
środa, 20 kwietnia 2011
Całkiem fajny dzień ...
20 kwietnia to dzień, w którym spieszę z życzeniami do więcej niż jednej, bliskiej mi osoby. Tego dnia urodziny obchodzi moja malutka Ola... Malutka, chociaż zdmuchuje już dziewięć świeczek na torcie. Dziewięć lat temu po bardzo wielu przepełnionych bólem i strachem godzinach zobaczyłam małe, straszliwie pomarszczone i czerwone stworzonko "udekorowane" przez obdarzoną dużym poczuciem humoru położną uroczo zamotaną na głowie pieluszką. Stworzenie rzuciło na mnie pobieżnie okiem a następnie z zadziwiającą jak na nowicjusza wprawą przystąpiło do poprawiania bilansu kalorycznego.... To niesamowite, ale ja do dziś pamiętam te granatowe oczyska i ten dzióbek wcinający z apetytem.
20 kwietnia to również dzień imienin mojej Sistar. Młodszej, ładniejszej, zgrabniejszej i mądrzejszej. Ściskam Cię Siostra!!!
Przy okazji ściskam wszystkie znajome Agnieszki, Agi, Agusie i Aguchy.
Dla Was dziś kwiaty..

dla Was moje ciepłe myśli ...

i dla Was muzyka... TA RUMBA mnie po prostu magnetyzuje.
20 kwietnia ... świeci słońce... trawa jest zielona taką świeżą, pierwszą zielonością, kwiaty kwitną tyloma kolorami ... całkiem fajny dzień na urodziny
20 kwietnia to również dzień imienin mojej Sistar. Młodszej, ładniejszej, zgrabniejszej i mądrzejszej. Ściskam Cię Siostra!!!
Przy okazji ściskam wszystkie znajome Agnieszki, Agi, Agusie i Aguchy.
Dla Was dziś kwiaty..
dla Was moje ciepłe myśli ...
i dla Was muzyka... TA RUMBA mnie po prostu magnetyzuje.
20 kwietnia ... świeci słońce... trawa jest zielona taką świeżą, pierwszą zielonością, kwiaty kwitną tyloma kolorami ... całkiem fajny dzień na urodziny
piątek, 31 grudnia 2010
Ostatni...
Kochane moje!
"Nadejszła wiekopomna chwila"... kończy nam się okrąglutki 2010. Nie był taki zły, chociaż mógł być lepszy. Ale nie będę mu na odchodnym wypominać. Stary jest, swoje przeżył, niech sobie spokojnie odejdzie. Z nowym 2011 wiążę spore nadzieje na poprawę tego i owego, co poprzedniemu nie wyszło i na pozostawienie tego, co było OK przynajmniej w takim samym stanie. Ja się postaram nie przeszkadzać a może nawet pomogę. W tym celu, jak co roku przygotowałam długaśną listę noworocznych postanowień. Na wszelki wypadek nie zajrzałam do zeszłorocznej. Po co się dołować, same wiecie jak to jest. Nawymyśla człowiek tego, naobiecuje sobie i bliźnim, a potem... Ale może właśnie w tym roku będzie inaczej. Wszak jestem rok starsza, rok mądrzejsza a to zobowiązuje. Przede wszystkim planuję zawrzeć bliższą przyjaźń z kalendarzem. Takim biurkowym, do notowania. Zapisać sobie WSZYSTKIE urodziny, imieniny, rocznice i święta. Dopisać przynajmniej miesiąc wcześniej przypominacze owych ważnych dat i wreszcie NIE ZAPOMINAĆ. Po drugie, odnowić znajomość z lekarzami kilku specjalizacji. Nie, żeby zaistniał konkretny powód, ale mądrzy ludzie mówią, że raz na jakiś czas trzeba. No to niech ten 2011 będzie tym "raz na jakiś czasem". Po trzecie wreszcie ruszyć z hiszpańskim. Program kupiony i wgrany do komputera już dawno temu, po pierwszej lekcji i dumnym obnoszeniu się po domu ze znajomością zaimków osobowych zaniechany. Błąd do naprawienia, od poniedziałku przynajmniej pół godziny dziennie. No i odchudzanie. Z tym będzie najgorzej, bo czego jak czego, ale silnej woli Bozia nie dała. Ale Mąż ma jej spory zapas dla siebie i dla mnie i juz rączki zaciera na myśl o tym jak to się weźmie za mnie od poniedziałku. No nie zazdroszczę Mu, bo słowa NIE i NIE WOLNO wyzwalają we mnie jakąś Furię pomieszaną z Harpią. Ale też trzymam kciuki, żeby to mężnie zniósł, bo jak by na to nie patrzeć TRZEBA.
Tyle planów... skromniutko w tym roku, ale może to jest właśnie klucz do sukcesu.
Wam, drogie koleżanki, wirtualne przyjaciółki życzę przede wszystkim ...
"Nadejszła wiekopomna chwila"... kończy nam się okrąglutki 2010. Nie był taki zły, chociaż mógł być lepszy. Ale nie będę mu na odchodnym wypominać. Stary jest, swoje przeżył, niech sobie spokojnie odejdzie. Z nowym 2011 wiążę spore nadzieje na poprawę tego i owego, co poprzedniemu nie wyszło i na pozostawienie tego, co było OK przynajmniej w takim samym stanie. Ja się postaram nie przeszkadzać a może nawet pomogę. W tym celu, jak co roku przygotowałam długaśną listę noworocznych postanowień. Na wszelki wypadek nie zajrzałam do zeszłorocznej. Po co się dołować, same wiecie jak to jest. Nawymyśla człowiek tego, naobiecuje sobie i bliźnim, a potem... Ale może właśnie w tym roku będzie inaczej. Wszak jestem rok starsza, rok mądrzejsza a to zobowiązuje. Przede wszystkim planuję zawrzeć bliższą przyjaźń z kalendarzem. Takim biurkowym, do notowania. Zapisać sobie WSZYSTKIE urodziny, imieniny, rocznice i święta. Dopisać przynajmniej miesiąc wcześniej przypominacze owych ważnych dat i wreszcie NIE ZAPOMINAĆ. Po drugie, odnowić znajomość z lekarzami kilku specjalizacji. Nie, żeby zaistniał konkretny powód, ale mądrzy ludzie mówią, że raz na jakiś czas trzeba. No to niech ten 2011 będzie tym "raz na jakiś czasem". Po trzecie wreszcie ruszyć z hiszpańskim. Program kupiony i wgrany do komputera już dawno temu, po pierwszej lekcji i dumnym obnoszeniu się po domu ze znajomością zaimków osobowych zaniechany. Błąd do naprawienia, od poniedziałku przynajmniej pół godziny dziennie. No i odchudzanie. Z tym będzie najgorzej, bo czego jak czego, ale silnej woli Bozia nie dała. Ale Mąż ma jej spory zapas dla siebie i dla mnie i juz rączki zaciera na myśl o tym jak to się weźmie za mnie od poniedziałku. No nie zazdroszczę Mu, bo słowa NIE i NIE WOLNO wyzwalają we mnie jakąś Furię pomieszaną z Harpią. Ale też trzymam kciuki, żeby to mężnie zniósł, bo jak by na to nie patrzeć TRZEBA.
Tyle planów... skromniutko w tym roku, ale może to jest właśnie klucz do sukcesu.
Wam, drogie koleżanki, wirtualne przyjaciółki życzę przede wszystkim ...
A teraz zmykam do przygotowań. Mieliśmy siedzieć sobie w przed TV i podziwiać krajowych i importowanych celebrytów, ale szybki pomysł, kilka telefonów i cztery "piżamkowo-dresowe" domówki scalimy w jedno sąsiedzkie party. W planie ostatnia w tym roku partyjka remika, śpiewy grupowe i ... jak panowie nabiorą odwagi nawet tańce. O północy, tradycyjne już na naszym małym osiedlu wyleganie z domów z szampanem i fajerwerkami. Ciepłymi myślami będę w tym czasie także z Wami.
Do zobaczenia na monitorze w nowym 2011 roku
Subskrybuj:
Posty (Atom)






