piątek, 13 lipca 2012

Rodzimy...

8:30 pierwsze skurcze...




trzymajcie  kciuki   
c.d.n.

 i nastąpił :)))

UWAGA, BĘDZIE DRASTYCZNIE I FIZJOLOGICZNIE!!!

Po pierwsze bardzo dziękujemy za trzymanie kciuków i wsparcie. Było potrzebne, bo dla nas wszystkich był to wielki debiut. 
No cóż QRKO... rzeczywiście planowaliśmy naszą kotkę wysterylizować, chociaż rozmowy na ten temat zawsze kończyły się wielką podkówką na pysiu naszej Oli. No i ku jej wielkiej radości przegapiliśmy właściwy moment, bo wciąż wydawało nam się, że Luna jest jeszcze za młoda i za mała i że mamy jeszcze czas. Okazało się, że okoliczne kocury (nawet nie wiedziałam, że tyle ich jest po sąsiedzku) uznały, że ani za młoda ani za mała na TE RZECZY nie jest, no i po tygodniu intensywnych podchodów, śpiewów pod balkonem i bójek z darciem sierści przeciwnika jednemu się udało. A jak już zauważyliśmy, że Lunka się zaczyna zaokrąglać, i że zamiast ganiać po całym domu i drzeć firanki spędza czas na spaniu i jedzeniu wiedzieliśmy, że nie dopilnowaliśmy. 

Olka przeszczęśliwa, ja (nie będę ściemniać) też. Mąż... no cóż...dobry z Niego człowiek, ciężarnej z domu nie wyrzuci,

Czekaliśmy, czekaliśmy, brzuch rósł jak balonik. W międzyczasie rzuciliśmy w świat wieść, że będziemy mieć koty, a że okolica raczej zamieszkana przez kociarzy, to wsparcie psychiczne i zainteresowanie wydarzeniem było spore. Sąsiad codziennie rano witał mnie pytaniem czy już ma wyjmować szampan z lodówki, sąsiadkę niepokoił kształt brzucha, my czekaliśmy a Luna spała lub polegiwała całymi dniami.

Do dziś.

Bo dziś od rana wszystko było inaczej. Niby nic, drobiazgi, ale jak się jest ze zwierzęciem dzień w dzień, to widzi się każdy niuansik. Luna od bardzo dawna nie wchodziła na poddasze do naszej sypialni a dziś przyszła rano, zanim wstałam z łóżka i niemal "sprowadziła" mnie na dół do kuchni. Potem wskoczyła do łóżka Oli, czego też nie robiła od tygodni i też ją na dół ściągnęła. Zanim Młoda nie siadła w fotelu w salonie (ich ulubione miejsce polegiwania przed tv) Lunka chodziła za nią jak pies, krok w krok. A potem był już tylko krzyk...

Mamoooooo, Lunie leci krew z pupy !!!!!!

Zbiegłam na dół, przytargałam przygotowane zawczasu pudło, wymoszczone gazetami i cienkim kocykiem i włożyłam do niego Lunę. Mruczała niespokojnie i tylko patrzyła na nas zdziwionym i przestraszonym wzrokiem. Głaskałyśmy ją cały czas aż zaczęły się pierwsze skurcze. Ponieważ byłam już "w pracy" i co jakiś czas dzwonili klienci ganiałam więc cały czas z salonu do gabinetu, szybki telefon, mail, kilka kliknięć i znowu biegiem na dół, na "porodówkę". 
Znowu telefon, znowu na górę do gabinetu, kilka kliknięć i ...

Mamoooooo, Luna zrobiła kupę!!!! I pisk....

Zbiegam na dół, Olka piszczy i ucieka do kuchni, Luna idzie za nią ciągnąc za sobą jakiś czarny worek... o Boże! To jest przecież mały kociak. Wołam je obie do salonu, przecież Luna musi rodzić w pudełku a nie biegając za Olką po domu... Siedzę na podłodze i głaszczę Lunę, uspokajam Olę... sama mam serce gdzieś w okolicach ramienia... pierwszy raz widzę poród z bliska. 

8:50  
Pierwszy czarny kociak jest już na świecie...Cichutki.


9:15 
Kolejne przestraszone spojrzenie wielkich bursztynowych oczu, kolejny skurcz miednicy i ... kolejny czarny stworek poddaje się pieszczotom matczynego języka...Piszczy straszliwie.


Spokój. Czyżby już po wszystkim? Super! Jeden kotek zostanie z nami, drugi już zaklepany będzie mieszkał kilka domów dalej. Wracam do biura. Dzwonię z radosną nowiną do Małża, potem do sąsiadki.

10:55 
Mamoooooo! Chyba wychodzi jeszcze jeden!!!! Zbiegam po schodach. Rzeczywiście, jest następny. Tym razem szarobury. Ale dlaczego nie oddycha? Nie rusza się. Jejku, tylko nie to.  Oddychaj maleńki, oddychaj. Luna liże malucha, ale jego mordka jest cały czas zamknięta. Żyj malutki, żyj! Nagle jest! Mały pęcherzyk powietrza wychodzi przez mały nosek...potem drugi, a potem otwiera się mordka i łapie powietrze. :))) A ja już wiem, że to właśnie ona, Shiwa zostanie z nami. 


11:00 
Dotykam delikatnie brzucha Luny i czuję, że to chyba nie koniec. Chwilę później mamy kolejnego czarnego malca...


Wracam do pracy, całe szczęście, że piątki są luźniejsze, mniej telefonów, mniej maili...

12:00 
- Mamooo! A ile zapisałaś? 
- Czego? 
- No kotów ile zapisałaś?
- No cztery
- No to chyba jest pięć
Zbiegam, potykając się o własne klapki. Liczę głowy. Rzeczywiście, jest pięć. Przypominam sobie wczorajszy żart sąsiada, że z takim brzuchem to pewnie z siedem kotów będzie. Apage! Luna, już wystarczy... dotykam brzucha... cudownie zapadnięty... chyba skończyła...


Skończyła! Mamy pięć  małych kotków płci nieznanej. Na pewno wszystkim znajdę dom, na pewno Lunę i Shivę wysterylizujemy, bo choć dzisiejszy dzień był niezwykłym przeżyciem nie tylko dla Luny, ale też dla mnie i przede wszystkim dla dzieci, to jednak mam w sobie dość odpowiedzialności i rozsądku, by tego więcej nie powtórzyć. 

A teraz. Teraz maluchy i młoda mama śpią w najlepsze a my idziemy wznieść toast za ten cud, jaki stał się dziś naszym udziałem. Bo nowe życie, bez względu na to, czy rodzi się człowiek, czy kot, czy motyl jest jednak niesamowitym cudem.

P.S. Trzy czarne kociaki są póki co do wzięcia, więc jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam :))))  Urodzone w piątek 13-tego na pewno przyniosą mnóstwo szczęścia.

50 komentarzy:

  1. Jest coś niezwykłego w towarzyszeniu zwierzętom w porodach, czekam na kolejne fotki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. coz za gratka! :)
    beda czarne kotki urodzone 13 w piatek!
    trzymam kciuki baaaardzo mocno!
    Aska

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! trzymam kciuki!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  4. to jednak jej nie wykastowałaś?...trzymam kochana kciuki...oj juz jestem ciekawa maleństw:))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze gdyby nie ta odległość, to już teraz zaczęłabym Cię molestować o zostawienie dla mnie jednego czarnulka trzynastopiątkowego! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ... odległość i moja alergia :(

    OdpowiedzUsuń
  7. oj trzymam trzymam BARDZO MOCNO :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Matko.. będziemy z kotka rodzić.... No to już mam dzisiaj po pracy - będe cały czas zaglądać :) Pozdrawiam akuszerkę i głaski dla Mamy Rodzącej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiększy Wam się rodzinka.
    Oby wszystko było dobrze.
    Ja spodziewam się swojego kociaka na jesieni..Kocham koty

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejnych futrzaków do kochania !!
    Ściaskam

    OdpowiedzUsuń
  11. o kurczę to i ja się dołączam do asystowania :)

    OdpowiedzUsuń
  12. no wlasnie :)
    I CO???????????????
    Aska

    OdpowiedzUsuń
  13. no to gotujemy wodę i drzemy prześcieradła!:)A będzie pępkowe?-bo zainteresowana jestem:)

    OdpowiedzUsuń
  14. sie narobiło ;) kciuki za czarnule zaciśnięte no i za Ciebie Mireczko także , tak na wszelki wypadek ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Okropna jesteś żeby tak nas trzymać w napięciu. A usg było? jakie płcie będą przeważać?

    OdpowiedzUsuń
  16. i co tam...????oddychacie????Miruś wybieram się do Krakowa na dłużej...może uda nam sie wypić wspólna kawkę????Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzymam kciuki! I nie mogę się doczekać tych maleństw:) Będą pod szczęśliwą gwiazdą urodzone, w taki dzień to pewne!

    OdpowiedzUsuń
  18. No proszzzzz... ja na swojego bloga po raz pierwszy od stu lat zaglądam, myślę sobie "Do Miry wpadnę, dawno tam nie byłam.." a tam takie wiadomości!!!! Gratuluję... BABCIU :)
    Buziaczki ślę Ci wielkie i "głaskam" Lunę i Maluchy!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Niesamowite przeżycie dal Was wszystkich:))dzielna jesteś:))a kotki cudne:))i jaka data urodzenia:)))super:))pozdrawiam:)))21 będę w Krakowie:))wpadnę na pępkowe:))))))

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedyś była taka piosenka, nie pamiętam, niestety, kto ją śpiewał (na pewno kobieta), a miała taki refren:
    "Gdy ci kot przebiegnie drogę,
    nie mów, że to pech.
    Kot ci szczęście przynieść może,
    jeśli tylko chcesz."
    I od czasów dzieciństwa ta piosenka była moim - swego rodzaju - mottem.
    Oby wasze kociaki przyniosły Wam mnóstwo szczęścia!!!
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  21. no i BOMBA, kto przegapił i nie przeczytał ten TRĄBA! Serdeczne gratulacje od Truśki dla Luny- Mamuśki:)

    OdpowiedzUsuń
  22. GRATULUJE!! Czarny kot urodzony w piątek 13-tego przyniesie własccielowi tylko szcęscie !!!

    OdpowiedzUsuń
  23. GRATULUJE! :) w koncu sie doczekalam
    sliczne,sliczne :)

    "trzynastego lipca w piatek
    urodzila 5 kociatek
    trzeba kupic 5 kolysek
    5 par butow i 5 misek"

    Aska (posiadaczka wielu kotow) :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Gratuluję!!!
    Ja też towarzyszyłam mojej Lunie w porodzie...;-) Fajne przeżycie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Auuu gratulacje babciu,
    Są absolutnie cudne.
    Mnie kusi aby Qba zmajstrował choć raz jakies potomstwo-bo śliczne by było takie puchate długowłose, ale z drugiej strony boje się że pójdzie i nie wróci tak jak Kuba II.

    OdpowiedzUsuń
  26. gratulacje dla kociej mamy :)
    sama pamiętam, jak swego czasu odbierałam dwa razy poród naszej byłej suczki :) to doprawdy wielkie przeżycie nie tylko dla zwierzaka, ale i właściciela :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. gratulacje dla kociej mamy :) śliczne ma potomstwo ^^
    aż żałuję, ze z wielu różnych względów nie możemy mieć kota, bo już bym się szykowała :D
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. uf ważne że wszystko dobrze się skończyło!!!Kociaki super!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Kto te kotki przygarnie na pewno będzie mógł liczyć na kumulacje w jakimś totku:))) Toż to jakieś nieprawdopodobieństwo, być czarnym kotem urodzonym w piątek trzynastego:))))
    Gratulujemy Lunie i całej rodzince:)))

    OdpowiedzUsuń
  30. Przez całe swoje zycie miałam koty,ale nigdy w dorosłym zyciu nie zdarzyło mi się tego rodzaju przeżycie.Moje wszystkie kotki były sterylizowane.Podzielam wasza radość i zazdroszczę kontaktu z tymi maluszkami.Chętnie wzięłabym maluszka, ale nie mogę zrobić tego mojemu staruszeńkiemu kotu Tadeuszowi.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  31. Moje GRATULACJE !!!!
    Piękne kocięta. Cuda natury, które dają wiele radości. A czarny kot urodzony 13-go w piątek jak nic będzie wielkim szczęściem dla swojego nowego opiekuna.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Co za CUDOWNY post!!! :)
    GRATULACJE! :)
    Czytałam z zapartym tchem, a nawet z łezką w oku ze wzruszenia :)
    Niech maluszki rosną zdrowo :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Gratuluję ;)
    Też przez to przechodziłam, więc wiem jakie to przeżycie. Małe kotki są cudowne ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Jakie słodkie!!! A burasek cudowny:) Gratuluję Babciu ;) Chciałabym móc kiedyś doświadczyć takiego przeżycia :) Mój Salem wykastrowany ale kto wie, może kiedyś weźmiemy jeszcze jednego i wtedy ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Cieszę się ,że wszystko się udało.Gratulację dla mamy Luny :)a dla Ciebie Mirko buziaki i przytulanki za odwagę i zachowanie zimnej krwi .
    M.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie będę pisać "babciu", bo masz jeszcze czas na takie tytuły ;D

    OdpowiedzUsuń
  37. Mira, ciebie czytać to cała przyjemność:) I śmiech po pachy!:))) Gratuluję tego całego dobytku! Muszą być kochane te mordaski:)))

    OdpowiedzUsuń
  38. Ma kocica szczęście, że w takim domu wszystko się stało i maluchy na pewno znajdą dobre domy, bo nie wszystkie mają go tyle. Oj będzie wesoło.

    OdpowiedzUsuń
  39. łoj!!!!!!!!!!!!nie wiedziałam ,ze tu dalszy cią..czekałam na nowy post:))..hihihi..wiedziałam ,ze szaraczek będzie twój:))..one są zawsze słodkie:)) ale gromadka:))..przypomniało mi się jak przyjaciółki jamniczka rodziła....pięć piesków!!!!..4 i 5 to była prawdziwa niespodzianka...pan wet powiedziała ,ze będą 3:))))
    ale jak mordzie wasze podrosną tak za dwa tygodnie oj się będzie działo:)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  40. Wszystkiego najlepszego dla kociej mamy! PRzepiękne ma te dzieciaczki!
    Pozdrawiam
    Bogna

    OdpowiedzUsuń
  41. W dzieciństwie osobiście odbierałam wszystkie porody naszych dwóch kocic, porodówka mieściła się w skrzyni na pościel pod moim łóżkiem. Ale zmęczona mamuśka na ostatnim zdjęciu, taki to już los kobiet.

    OdpowiedzUsuń
  42. czarny kot do tego urodzony 13-tego i w piątek..więcej nie potrzeba haseł reklamowych..toż to chodzące szczęście,m talizman, dobry duch:))) Czytając Twoją relację wzruszyłam się bo doskonale pamiętam jak szczeniła się nasza Ruda.. dzisiaj to tylko wspomnienie ale to były takie emocje i wzruszenia, ze nie da się ich opisać:) gratuluję i trzymam kciuki za znalezienie dla każdego kociaka dobrego domu:) pozdrawiam Was ciepło:)))

    OdpowiedzUsuń
  43. Słodziaki.Adrenalina pewnie kipiała podczas narodzin. Ja nigdy nie uczestniczyłam w takim zwierzęcym porodzie, więc podziwiam Cię za stalowe nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  44. Ale przezycie!Choc sama odbieralam kiedys porod uliczny obawiam sie,ze w tej sytuacji nie dalabym rady.
    Gratuluje odwagi i "wnuczat" :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Jakie ładne kotki :D Rodzina się powiększyła

    OdpowiedzUsuń
  46. ach, jak pięknie napisane:) a nigdy w życiu nie miałam takiego doświadczenia, choć kotów dostatek, serdeczności przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
  47. Gratuluję przeżycia.
    Cieszcie się, puki leżą z mamą.
    Po 4 tygodniu życia kociaków czekam na kolejne relacje, a będzie o czym pisać, zaręczam.
    Nauka domu, nauka kuwetowania, jak kotka przyprowadzi "dzieci" zeby Was dużych przedstawić...rozrabianie, brudzenie, zniszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  48. Gratulacje:) Zostałaś księżycową babcią;)))

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie wyróżnieniem...