piątek, 26 października 2012

Zazdroszczę kotom...


        Gdy w to piątkowe popołudnie patrzę zza laptopa na moje koty ( trzy, póki co), to sobie myślę, że całkiem fajnie byłoby być jednym z nich. Kto wie, może w którymś z poprzednich wcieleń byłam kotem? No bo skąd niby te zielonobursztynowe oczy ? Skąd ta tęsknota nieustanna za spokojem, ciepłem i zacisznością? Owinąć się ciepłym kocem (ulubionym, wydzierganym przez Mamę), chwycić w dłonie ciepły kubek, podkulić nogi i tak trwać patrząc na ogień palący się w kominku, albo migocące płomyki świec. Albo zwinąć się w kłębek i zasnąć  I spać tak sobie aż do wyspania, bez bata w postaci budzika, który wyrywa człowieka z najpiękniejszego snu zawsze w najciekawszym momencie.  Kot jak chce spać, to nie patrzy, że to południe i trzeba obiad szykować. Wskakuje na ulubiony fotel, okręci się trzy razy wokół siebie i już umoszczony wygodnie pomrukuje w najlepsze. Chce się przewietrzyć po spaniu, to nie przejmuje się, że jakieś terminy go gonią, że jakieś obowiązki ma, nie... on sobie idzie. Na godzinę idzie, albo na trzy dni, jak go coś ciekawego zatrzyma. Wraca i nie tłumaczy się nikomu gdzie był, z kim był, a dlaczego tak długo, albo dlaczego tak krótko. Był gdzie chciał i ile chciał. 
Nie twierdzę, że gdyby nie te wszystkie węzły, więzy i zobowiązania, to puściłabym się przed siebie i zniknęła bez słowa na dni kilka jak jakaś Agata Christie. Pewnie nadal siedziałabym na tyłku  i klikała w te swoje tabelki, ale sama świadomość, że mogę ot tak, przestać klikać, wstać i pójść bez wyrzutów sumienia w jakieś przyjemne "gdzieś" bardzo by mi poprawiła humor. Bo ostatnio mam wrażenie, że obowiązki, konieczności i przymusy wszelakie przyrosły do mnie jak kula do nogi skazańca. Nie dość ciężka, by go całkiem ruchu pozbawić, ale wystarczająco wielka, by zbyt wysoko nie podskoczył.

Kurcze, miało być o kotach i o makach miało być i może jeszcze o Adele śpiewającej dla Bonda, ale patrzę na gęste chmury idące z południa, na sumaka, który już prawie wszystkie liście stracił i na pajęczynę wiszącą pod karniszem, którą od kliku dni zamiaruję odkurzyć i tak mi jakoś smutno, że czas przelatuje za szybko, że lato minęło a ja go prawie nie pamiętam, że nie jest dobrze i nie wiadomo nawet kiedy będzie choć troszkę lepiej...

Naburczałam dziś przez telefon na klientkę (potem przeprosiłam), po innej rozmowie rzuciłam w przestrzeń pokoju takim mięsem, że samej przed sobą mi głupio (dobrze, że dzieci były jeszcze w szkole). A teraz zamiast "połaskotać" siebie i ewentualnego podczytywacza radosnym tekstem o kotach rozkosznych i o kwiatkach nadekupażowanych przecudnie i o piosenkach mrocznych, co to podobają się dopiero od trzeciego usłyszenia, to marudzę.

Jeśli ktoś tu trafił i czyta, to przepraszam. Czasem i mi kończy się optymizm. Bo pogubiłam gdzieś te kolorowe nitki, z których staram się tęczę szczęścia ułożyć i póki co szaro jest. Nie tylko na niebie.

I chociaż Adele tak pięknie temu 007 śpiewa, to bardziej dziś do mnie przemawia Monty Norman, śpiewający sto lat temu dla całkiem innego (mocno opalonego) Bonda. Ale tej piosenki na YT nie uświadczysz, a i Adele pewnie zaraz zablokują. Więc póki jest to posłuchaj...




44 komentarze:

  1. Miruś, grunt to, że mamy piątek. A jeśli masz potrzebę marudzenia, to sobie nie żałuj. Nieraz trzeba dać upust "żółci"
    Miłego weekendu Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeraża mnie, droga MarioPar, że coraz więcej we mnie tej żółci i coraz częściej mam ochotę na takie wpisy... Miłego!

      Usuń
  2. Ale one gdzieś są, te nitki, i na pewno je odnajdziesz. Oby jak najprędzej:)
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze jest w to wierzyć, że są i że je odnajdę. Dzięki Ninko.

      Usuń
  3. Mira, ja czasami takim mięsem rzucę, że klekajcie narody !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    ale kiedys moja koleżanka spotkana po wielu latach powiedziała, że moje kurwa mać zawsze brzmiało jak : podaj mi sól kochanie :)
    więc klne sobie nie raz nie dwa , ini pala fajki, ja klnę :)

    a wiesz, że ja wierzę , że my w nastepnych wcieleniach lub w poprzednich jak kto woli bylismy kotami, psami ....... po prostu zwierzętami, które teraz najbardziej kochamy :)

    moje ostatnie dwa posty własnie dotycza moich kochanych sierści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo niektórzy (niektóre) rzeczywiście mają tyle wdzięku, że nawet, gdy przeklinają, to brzmi to przyjemnie dla ucha :)) Ja do nich nie należę, więc trzymam "paszczę" na wodzy, ale czasem są takie dni i takie sytuacje, że żadne lejce nie pomagają.

      Usuń
  4. o kochana, jeśli cię to pocieszy to nie tylko Ty dziś mięchem w przestrzeń rzucałaś ;) chyba taki dzień ale i takie są potrzebne dla oczyszczenia duszy ;)
    więc nic się nie przejmuj, kota na kolana sobie posadź i pomyziaj, to cholernie uspokaja i wycisza, kota na pewno ;)
    Buziole!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posadziłam, a w zasadzie same się posadziły, ja je pomiziałam, one mi pomruczały i tak nam minął wieczór... tylko dlaczego ten weekend tak szybko mija?

      Usuń
  5. oj kochana ile ja mam powodów do smutku,nie masz pojęcia,ale na przekór wszystkiemu czepiam się tych kilku miłych i dobrych rzeczy w moim życiu..
    przytulam, wychylę za Ciebie jeden kieliszek czerwonego wina jeśli pozwolisz.
    Niech żyje bal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że istnieje czerwone wino... Buziaki Madziku!

      Usuń
  6. Ooo no to mamy dziś dzień rzucania mięsem:)))bo i mnie się zdarzyło:))))ale to przez inne marudy:)))))Wiesz jak jest brzydko,szaro i ponuro to ja też zazdroszczę mojemu kotu i chętnie bym się z nim zamieniła,chociaż nie wiem jak bym zniosła leżenie na kaloryferze,i twardo i gorąco:))))..ale potem sobie myślę,że jeszcze musiała bym mieć to szczęście i trafić na taką fajną panią jak ja:))))))))))))))))buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może wczoraj po prostu był Dzień Rzucania Mięsem, tylko mało który kalendarz o nim przypomniał ? ;)) A co do kotów, to moje jeszcze nigdy nie próbowały wgramolić się na kaloryfer. Może dlatego, że grubasy się już na nim nie zmieszczą :)))

      Usuń
  7. musi byc gorzej żeby poczuc ze jest lepiej... inaczej byloby mdło!
    caluski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój... tak...tak chyba musi być. Całuski.

      Usuń
  8. Wiesz, Mireczko, w zeszły weekend na spacerze z Panem Mężem gawędziliśmy sobie tak trochę filozoficznie na temat szczęścia. I wniosek był taki, że skoro stan obecny nie jest nieszczęściem, to znaczy, że właśnie to jest szczęście. Myślę, że często trzeba to sobie uświadamiać, nawet jak nie jest fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Hanutko, póki nie ma prawdziwej katastrofy i prawdziwego nieszczęścia, to to, co jest, nawet ta najbardziej uwierająca codzienność wciąż może być szczęściem. Muszę to sobie często powtarzać. Buziaki.

      Usuń
  9. Też zazdroszczę swoim kotom :). Pozdrawiam cieplutko.
    PS. Polecam Krystynę Jandę i jej "różowe tabletki na uspokojenie", ale może już czytałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam i nawet mam na półce, więc chyba sobie ponownie "zażyję".

      Usuń
  10. Mireczko,jestem z Tobą...ja też jestem dzisiaj rozwalona...dobrze,że ten dzień sie skończył....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, dobrze, że się skończył i dobrze, że nadchodzący tydzień będzie krótszy jeśli chodzi o pracę. Weekend to czasem za mało, by odreagować.

      Usuń
  11. Bywa i tak:) Nic nie martw i odpocznij sobie dobrze przez weekend... caluski Ci przesylam!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. ojej to chyba jakaś epidemia, bo ja choć pozytywnie nastawiona do świata i ludzi dzisiaj każdy się mnie bał bo byłam ostra w słowach;(... porządek na blogu mi pomógł... pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządki, nie tylko na blogu, to świetny sposób na odreagowanie stresów. Ja dwa tygodnie temu, po trzech latach gadania i obiecywania wreszcie uprzątnęłam nasz strych. A było co robić, oj było. Teraz wreszcie wiem co tam mam. Nawet nie wiedziałam, ze tak mnie to będzie cieszyć. Ciepło ściskam.

      Usuń
  13. Droga Mirciu, nadrabiam zaległości...
    "Przyszłam" do Ciebie, a tu ich cała masa!!!
    Czytam, i czytam, bez końca. Mnóstwo cudowności pokazałaś, a twoje koteńki są jak słodki miodzio na chłodne, zimowe dni.
    Wcale Ci się nie dziwię, że teraz tak trudno się rozstać z Maluszkami. Moje serce też pękałoby na 100 kawałków :(
    Kolorowe nitki same wplotą się w Twoje życie, nawet nie zauważysz kiedy... :)
    A teraz zapal świeczkę, wypij ciepłą herbatkę, posłuchaj ulubionej muzyki, i wycisz się...
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aluś! Tak rzadko Cie widuję w blogowym świecie, miło, że zajrzałaś z dobrym słowem. Ściskam ciepło i mam nadzieję, że u Ciebie nadal wszystko super.

      Usuń
  14. Mireczko kochana Adel posłuchałam z prawdziwą przyjemnością, więc i na inne mroczne piosenki reflektuję! Póki jeszcze są!
    Pajęczynka Ciebie oplotła...może smutku, może zabiegania, jak piszesz obowiązków...
    Wiem jednak, że jest nad Tobą tęcza i zaraz, jak zawsze, wyłapiesz jej kolory, czego Ci kochana życzę :)

    Jeszcze o kotach.
    Odkąd sama mam kotkę odkryłam, że ja wcale nie mam natury kota...szczególnie wyraziście to widzę przez pryzmat wiersza Szymborskiej.

    Buziaki śnieżne posyłam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jomo kochana. Ta piosenka z każdym kolejnym odsłuchaniem podoba mi się bardziej. Jest taka współczesna a jednocześnie taka klasycznie "bondowska". I mroczna, jak ponoć najnowszy Bond, na którego jeszcze nie zdołaliśmy się wybrać. A bardzo chcę, bo D.Craig to dla mnie najlepszy agent oo7
      Co do tęczy, to nie tracę nadziei. Co do kota ... obym nigdy nie zaznała pustki opisanej w tym wierszu...
      Buziaki!

      Usuń
  15. Zmęczonaś Mireczko:) A mówią,że praca uszlachetnia. Chała tam, męczy. Życie ostatnio w ogóle jest męczące:)
    Uściskuję gorąco, bo zimno okrutnie przez tę jesienną zimę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmęczonam Kaprysiu,zmęczonam i niestety nic nie uszlachetnionam z tego powodu :))) Szkoda gadać, bo bym musiała znowu marudzić. Dzięki Bogu znowu mamy piątek. Ściskam.

      Usuń
  16. O tak, nie miałabym nic przeciwko temu, aby być kotem...ale takim, który jest kochany i ten ciepły fotel posiada. Bo wiadomo jak to jest...nie wszystkie kotki mają tak jak powinny :( A ta piosenka jest przepiękna...życzę lepszego nastroju! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Miruś...już lepiej???oj te nasze emocje targają czasami nami ale co by było gdyby ich zabrakło!!!!:)Buziaki Kochan!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, człowiek nie maszyna, coś tam musi nim potargać, ale cholercia, dlaczego aż tak!!!??? Ściskam ciepło.

      Usuń
  18. Niestety takie chwile są wplecione w nasze życiorysy i nie da się uciec przed nimi. Ostatnio tez miałam naprawdę wiele dramatycznych wydarzeń, które sypały się jak z cebra i zza każdego rogu i kiedy już pięćdziesiąte któreś znowu przypełzło dostałam głupawki, czyli zaczęłam się na to wszystko śmiać a potem....wszystko zaczęło się odkręcać tak jak się wcześniej zakręciło i stwierdziłam, że czasami metodą jest olać. Bardzo przypadło mi do gustu Twoje zestawienie słów budzik - bat. Proste i genialne!!! a Adele w tym utworze mi nie leży może dlatego, że nie ciepię bonda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się uciec, trzeba brać na klatę i walczyć jak ten Pudzian. Albo jak Bond, którego lubię baaaardzo od kiedy ma twarz i posturę Daniela C. Może jutro wreszcie uda nam się usadzić Synia w roli babysitter dla Młodej o zobaczyć tego 'Skyfalla" na własne oczy.

      Usuń
  19. W rezultacie nic o kotach nie napisałam, ale chyba tak naprawdę nie o nich była mowa. W każdym razie są niepowtarzalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) są niepowtarzalne, są...a jakże...

      Usuń
  20. piosenka tak jakosik mnie nostalgicznie nastroiła..a te kocie życie...cóż spojrzałam na te me futrzaki i zapałałam zazdrością nieprzeniknioną...czasem to tez bym chętnie razy się okręciła na fotelu..i plas...poleżała..a tak pozostało pokręcić się razy dokoła..i zastanowić się :"..to co ja to chciałam?..." Ściskam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie..że też my zawsze musimy kręcić się za jakimś zajęciem? I wciąż nam doby za mało. Ściskam.

      Usuń
  21. To mój debiut u Ciebie i przyznaję, że bardzo udany :) Nie wiem, czy ja taka wredna jestem,że czytając Twój post miałam uśmiech na twarzy ;) a Ty przecież piszesz, że pesymistyczna w nim jesteś... A może jednak wcale taka pesymistka z Ciebie nie jest ;) W każdym razie ogromnie mi się u Ciebie podoba,bo oprócz fajnych pomysłów,jest też COŚ do poczytania :)
    Zostaje i zapraszam do siebie
    http://www.niezapominatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię Niezapominatko w moim blogowym domu. Miło mi Cię gościć. I dzięki za zaproszenie. Oczywiście już do Ciebie zajrzałam, mało tego, przeczytałam wszystkie wpisy i z przyjemnością będę zaglądała regularnie.

      Usuń
  22. Miro, wejdz na moj blog, czeka Cie niespodzianka.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zapraszam do mnie po wyróżnienie:)
    http://shabby-shop76.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie wyróżnieniem...