Lenię się ostatnio jeśli chodzi o decou-, oj lenię. Niby coś robię, ale to raczej takie drobiazgi, zaczęte i przerwane w pół drogi. Nie martwię się tym jednak zbytnio,bo uważam, że lepiej robić mało, ale z sercem niż dużo, ale bez entuzjazmu. Decou- nie jest moim źródłem utrzymania, więc robię bo lubię (Ago, wybacz cytat bez pozwolenia) i kiedy mam wenę. Teraz mam wenę na buszowanie po Waszych blogach, czytanie, oglądanie. Tyle się u was dzieje! Tyle pięknych rzeczy zrobiłyście! Podziwiam Was i bardzo zazdroszczę tej kreatywności. To wszystko wydaje się powstawać ot tak, od niechcenia. Zdaję sobie sprawę, że tak nie jest, że wkładacie w to mnóstwo pracy i czasu, ale lekkość efektu końcowego jest zadziwiająca. No więc buszuję po Waszych stronach godzinami, przy okazji pięć razy gotuję wodę na kawę, bo zapominam, że nastawiłam czajnik, przypalam ziemniaki i sosy ... znacie to?
Przy okazji witam w gronie obserwujących mój blog nowe osoby: Gabrysię ( jej całkiem młody blog jest bardzo ciepły i urzeka "normalnością"), Martinę (właścicielkę jednego z piękniejszych domów jakie widziałam), de Zeal (że ja wcześniej nie znalazłam Jej bloga, Uwielbiam Jej poczucie humoru, cudowną autoironię i lekkość pióra, klawiatury znaczy). Dziękuję, że chcecie tutaj zaglądać, że zostawiacie ślad w postaci komentarza. To bardzo miłe i bardzo to sobie cenię.
Przy okazji zahaczę jeszcze temat wyróżnień. Penelopa pierwsza zabrała głos w tej sprawie, ale przyznam, że i mnie męczyło to od pewnego czasu. Jednak "będąc młodą... blogerką" nie chciałam wyskakiwać przed orkiestrę i grymasić. Nie byłam aż tak zasypywana wyróżnieniami, więc umówmy się mile łechtane ego przysłaniało wątpliwości ;). Jednak ostatnie wyróżnienie, obwarowane regułami spowodowało, że zamiast nagrody zobaczyłam "łańcuszek szczęścia". I wiecie co? Przestraszyłam się, że coś, co w założeniu miało być dowodem, że czyjś blog nam się podoba, inspiruje, zachwyca zdewaluowało się i stało czymś kłopotliwym. Bo jak wybrać spośród dziesiątek blogów kilka, jakie kryterium zastosować, jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia, że się kogoś pominęło? Kiedyś myślałam, że opowieści o tym, jak trudno jest przekazać wyróżnienie, to zwykła kokieteria. Sama się przekonałam jakie to niewdzięczne zadanie. Dlatego z ulgą przyjęłam inicjatywę Penelopy, pomoc Bestyjeczki i włączyłam się do akcji "Wyróżnienia są miłe, ale nie, dziękuję". Jeśli podoba Wam się mój blog, lubicie tu zaglądać, zostawcie kilka słów komentarza, napiszcie proszę emalię. To będzie dla mnie prawdziwe, szczere wyróżnienie.
Żeby jednak post ten nie pozostał golutki ;) to pokażę Wam jaki kosz na śmieci zmalowałam dla mojej Oli. Miał być oklejony tym "ludzikowym" motywem, który tak mnie zachwycił i który jest na wieszaku i sercach. Niestety (albo stety) Ola zaglądała mi przez ramię, kiedy zamawiałam kolejne serwetki. Zobaczyła na jednej piękny rój niebieskich motyli i powiedziała, że ta albo żadna. Poczekała cierpliwie na przesyłkę i teraz swoje wycinankowe śmietki może zgarniać do motylowego kosza. A ja myślę nad zrobieniem podobnego dla siebie, do mojego decou-kącika, bo to bardzo wygodny patent przy wycinaniu serwetkowych wzorków.
Przy okazji witam w gronie obserwujących mój blog nowe osoby: Gabrysię ( jej całkiem młody blog jest bardzo ciepły i urzeka "normalnością"), Martinę (właścicielkę jednego z piękniejszych domów jakie widziałam), de Zeal (że ja wcześniej nie znalazłam Jej bloga, Uwielbiam Jej poczucie humoru, cudowną autoironię i lekkość pióra, klawiatury znaczy). Dziękuję, że chcecie tutaj zaglądać, że zostawiacie ślad w postaci komentarza. To bardzo miłe i bardzo to sobie cenię.
Przy okazji zahaczę jeszcze temat wyróżnień. Penelopa pierwsza zabrała głos w tej sprawie, ale przyznam, że i mnie męczyło to od pewnego czasu. Jednak "będąc młodą... blogerką" nie chciałam wyskakiwać przed orkiestrę i grymasić. Nie byłam aż tak zasypywana wyróżnieniami, więc umówmy się mile łechtane ego przysłaniało wątpliwości ;). Jednak ostatnie wyróżnienie, obwarowane regułami spowodowało, że zamiast nagrody zobaczyłam "łańcuszek szczęścia". I wiecie co? Przestraszyłam się, że coś, co w założeniu miało być dowodem, że czyjś blog nam się podoba, inspiruje, zachwyca zdewaluowało się i stało czymś kłopotliwym. Bo jak wybrać spośród dziesiątek blogów kilka, jakie kryterium zastosować, jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia, że się kogoś pominęło? Kiedyś myślałam, że opowieści o tym, jak trudno jest przekazać wyróżnienie, to zwykła kokieteria. Sama się przekonałam jakie to niewdzięczne zadanie. Dlatego z ulgą przyjęłam inicjatywę Penelopy, pomoc Bestyjeczki i włączyłam się do akcji "Wyróżnienia są miłe, ale nie, dziękuję". Jeśli podoba Wam się mój blog, lubicie tu zaglądać, zostawcie kilka słów komentarza, napiszcie proszę emalię. To będzie dla mnie prawdziwe, szczere wyróżnienie.
Żeby jednak post ten nie pozostał golutki ;) to pokażę Wam jaki kosz na śmieci zmalowałam dla mojej Oli. Miał być oklejony tym "ludzikowym" motywem, który tak mnie zachwycił i który jest na wieszaku i sercach. Niestety (albo stety) Ola zaglądała mi przez ramię, kiedy zamawiałam kolejne serwetki. Zobaczyła na jednej piękny rój niebieskich motyli i powiedziała, że ta albo żadna. Poczekała cierpliwie na przesyłkę i teraz swoje wycinankowe śmietki może zgarniać do motylowego kosza. A ja myślę nad zrobieniem podobnego dla siebie, do mojego decou-kącika, bo to bardzo wygodny patent przy wycinaniu serwetkowych wzorków.
Wystarczyło przenieść kosz w inne miejsce a zupełnie pozmieniały mu się kolory :))
W rzeczywistości jest niebieski w wielu odcieniach tego pięknego koloru.
W rzeczywistości jest niebieski w wielu odcieniach tego pięknego koloru.
a ja przesadziłam z "obróbką" techniczną ;)))
Ja też tak mam, że jak wpadnę na ciekawy blog, albo stronę (zwłaszcza jakoś strona ikei mnie tak dziwnie wciąga...), to zapominam o świecie dokoła;) I też już to i owo przypaliłam;)
OdpowiedzUsuńBardzo ładny ten pojemnik z motylowym sercem! Ach, ja w ogóle mam słabość do wszystkiego co niebieskie:), a z tymi motylkami to nabiera takiej miłej lekkości...
Pozdrawiam serdecznie!
DECOUPAGE DĚLÁT TAKY MOC RÁDA A MODRÁ JE DOBRÁ. KRÁSNĚ SE TI TO POVEDLO, CHVÁLÍM...IVA
OdpowiedzUsuńFajny kosz, w każdym odcieniu :-))
OdpowiedzUsuńśliczny ten kosz i motyw taki radosny, wiosenmy :)
OdpowiedzUsuńJa też mam takie dni,kiedy "marnotrawię" je miło. Niestety ostatnio jedynie mogę za nimi tęsknić... a może tak sobie pozwolić??? :)
OdpowiedzUsuńMotylki zdecydowanie przejmą na siebie uwagę. Pewnie żadnych śmieci, papierków nie będzie widać.
Cieszę się, że i Ty masz podobne zdanie w kwestii wyróżnień.
Pozdrawiam serdecznie.
Śliczny motylkowy pojemnik :)
OdpowiedzUsuńAleż mi się milusio zrobiło, tak ładnie o mnie napisałaś:) Takie milusie "zareklamowanie" jest nawet fajniejsze niż te całe wyróżnienia, nie? A kosz jest cudowny!!!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko i ostrzegam, że będę u Ciebie cząsto bywac Miro:) Buziaki
Już się napaliłam na oglądanie a tutaj nici, może serwer na którym masz zdjęcia ma przejściowe problemy? Nic nie widzę :-(
OdpowiedzUsuńAle na pewno pięknie wyszedł. Blogowanie owszem, jak narkotyk wciąga...
Właśnie, ja też nie muszę robić, ale robię, bo lubię, stąd nazwa mojego bloga/blogu? ;)
OdpowiedzUsuńCo do wyróżnień, mam mieszane uczucia. Cieszę się jak dostaję od osoby, która jest aktywna na moim blogu. Zostawia komentarze. A od osoby, którą pierwsze "widzę" i jeszcze bez żadnego uzasadnienia, to jakoś cieszy mniej... Osobiście za wszystkie dziękuję, ale jakoś z przekazaniem u mnie nie bardzo...
Dziękuję za miłe słowa i za tę normalność. Właśnie normalna jestem, zwyczajna nawet, z pasją i chęcią życia, działania. Tylko czasu wciąż brak, a sił czasami wystarcza tylko na czytanie i oglądanie innych cudowności. Domek na zdjęciu niestety nie mój(napewno taki wymarzony)- to z wakacyjnego podróżowania po Polsce. Kocham takie miejsca.Moja stodoła latem bedzie taka z malwami...
OdpowiedzUsuńDziękuję że jesteś.
Motyle są takie urocze :)
OdpowiedzUsuńŚliczny pojemniczek z tą chmarą motylków!!!I ten króliś w kąciku cudny!!!
OdpowiedzUsuńBuziaki
Do takiego kosza aż śmieci szkoda wyrzucać... :D
OdpowiedzUsuńPowoli zaczynam tęsknić do tych dni zimowych,gdzie godzin w dobie miałam o wiele więcej i bez uszczerbku na "realu" mogłam poświęcić je wyłącznie dla siebie...ech czajnik też potrafił zagwizdać kilka razy:-)
OdpowiedzUsuńWyróznienia ...no cóż chyba lepiej bym tego nie ujęła więc podpisuję się pod Twoimi słowami.
Pozdrawiam ciepło.
Fajny pomysł aby motylki ułożyć w kształt serca, zwłaszcza, że kilka zdążyło od niego odlecieć ;)
OdpowiedzUsuńUściski
Moje drogie! Hurtem Wam podziękuję za odwiedziny i spędzenie chwilki w moim motylowym świecie.
OdpowiedzUsuńIko, pomysł z ułożeniem motyli w serce niestety nie mój :((((, ale rzeczywiście przedni.
Jasnobłękitna, tak mi się ostatnio "przyplątał" ten kolor i na razie nie puszcza. Nawet pisanki na szkolny kiermasz wymodziłam w błękicie. Jak mi cholera po ich robieniu minie, to pokażę.
Bestyjeczko, nie wiem dlaczego nie widzisz zdjęć. Kopiuje je z domowego folderu i na trzech domowych komputerach widzę. Może wchodziłaś, kiedy akurat coś edytowałam...
Cała Ja - "Młoda" na szczęście nie ma oporów. Może gdyby to był kosz z "Hanką Montanką" a albo "Jonasami" to by okazywała większy szacun a tak... kosz to kosz :)
KOSZ jest piękny, uwielbiam takie klimaty, taki delikatny, pastelowo-niebieski i łapie za serducho ^^ i te motylki jakby się poderwały do lotu - bajecznie!!!
OdpowiedzUsuńWyróżnienia (gorący, ale prawdziwy temat) - Twoje słowa ujęły to idealnie - PoZdRaWiAm MiReCzKo
Piękne dzieło stworzyłaś. A swoją drogą, może być nie tylko koszem, ale też osłonką, czy pojemnikiem na wyższe bibeloty. Zastosowań mnóstwo. Wzorek urzeka swoją delikatnością i subtelnymi kolorkami.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Witaj Mireczko,chwila u Ciebie jest niezwykle miła, spędziłam ją z wielką przyjemnością.Bardzo trafnie wszystko wyraziłaś.Myślę o tych wyróżnieniach-łańcuszkach-miłych, acz kłopotliwych.Ja jestem wdzięczna za te dwa, które dostałam, ale, pomyślałam sobie, że przesyłanie sobie takich gadżecików w tą i z powrotem jest nieco dziecinne, a faktycznie o tym, czy blog się podoba, czy nie, świadczą konkretne komentarze.I chyba sama też pozostanę przy takiej formie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ze Szczecina wypatrując słońca, wiosennych kwiatów, zapachów i ćwierkoleń.
Miruś, ciekawy ten kosz i zauważam,że błękity zaczynają mnie coraz bardziej kręcić...muszę coś popełnić w tych kolorach!Co do wyróżnień to myślę podobnie jak TY, Fila i inne Kobitki - komentarze są takim uznaniem i wyróżnieniem.
OdpowiedzUsuńMilutkiej niedzieli życzę!
Jaki śliczny ten kosz !!! Uroczo wygląda to stadko skrzydlatych :)
OdpowiedzUsuńŚciskam
Mireczko - kosz bajeczka - motyw motyli lekkością ich skrzydeł tchnie...
OdpowiedzUsuńKAwę Kochana przez cudowne Wasze blogi ja z kolei MROŻĘ! ot, zimną pije;( Mąż podejrzliwe pyania stawia czy aby ja z żądnym facetem wirtualnie nie flirtuję..hmm..moze to też natręctwo???
Pozdrawiam:)
Motylkowy kosz jest bajeczny!
OdpowiedzUsuń