środa, 29 czerwca 2011

Do czego służy encyklopedia?


Większość z czytających te słowa, z racji swojego wieku oraz wykształcenia zdobytego w czasach ośmioklasowej podstawówki odpowie na to pytanie podobnie jak ja. Encyklopedia, słownik, leksykon, to po prostu źródło wiedzy. Jedno z wielu, ale w domowych warunkach główne. To do nich sięgamy, gdy szukamy podstawowych wiadomości, to pewnego rodzaju baza, początek... Można na nich poprzestać, gdy szukamy hasła do krzyżówki albo szukać dalej gdy chcemy się w temat zagłębić. Oczywiście wpojony nam w szkole szacunek dla książki dopuszcza pewne zastosowania niestandardowe, można bez szkody dla nich podeprzeć nimi drzwi, gdy przeciąg, albo suszyć w nich rośliny do zielnika. Wszystko to jednak z zastrzeżeniem tymczasowości i sporadyczności owych zastosowań.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam do książek stosunek szczególny. Nie tylko z racji studiów określanych przez większość pieszczotliwym ( mam nadzieję, choć pewnie się łudzę) "regały". Już wcześniej, dużo, dużo wcześniej książka nie była dla mnie przedmiotem, bibelotem, kurzołapem półkowym. Książka to było wszystko, to były drzwi do innego świata, to było uwodzenie słowem, wędrówka po miejscach, czasach i emocjach, to było zapomnienie i poznanie. Regał z książkami był oczywistym wyborem gdy było nudno, gdy bywało smutno albo gdy trzeba było coś sprawdzić.
Co ja się będę rozwodzić. Większość z Was tak miała i ma do tej pory. Prawda?

Niestety ostatnie lata, ekspresowy postęp techniki czy technologii sprawił, że książki zaczynają tracić te wszystkie role. Oczywiście my, stara gwardia kurczowo ich bronimy, przyjmujemy dobrodziejstwo i bogactwo rozrywkowo-informacyjne telewizji czy internetu. Nie zapominając, że one to nie alfa i omega sięgamy wciąż do starej dobrej książki. Niestety kolejne pokolenie już tego nawyku nie ma. Dla nich lektura - to kilkukartkowy bryk ze skrótem i opracowaniem, encyklopedia - to Wikipedia, słownik - milion wariantów w sieci. Bo ponoć łatwiej, bo więcej, bo lepiej. Gdy przychodzi wyszukać hasło w zwykłej papierowej encyklopedii problemem staje się już kolejność alfabetyczna. Podobnie w atlasie geograficznym... po co ślęczeć z paluchem na skorowidzu, skoro można sobie wygooglować. No jasne, że można. A jak nie ma prądu albo padnie internet? Co wtedy? Otóż wtedy się czeka aż prąd wróci :)))) Bo czytanie męczy. Tak, tak...męczy, jak powiedział w wywiadzie dla Gazety Wyborczej pewien nastolatek. To pokolenie już nie czyta, bo nie jest w stanie skupić się na dłuższym tekście, oni wyszukują potrzebnej informacji w wersji najbardziej skoncentrowanej. Nas, zdarzało się, nużyły opisy przyrody w czytanych powieściach (kto ich nie omijał w "Nad Niemnem" ręka do góry) ich nuży każdy opis, im mniej przymiotników tym lepiej. Czy to początek nowej cywilizacji?




Kilka dni temu przeczytałam w wywiadzie z Jerzym Stuhrem, że ten wspaniały aktor powoli wycofuje się z pracy pedagogicznej. Nie z powodu nadmiaru innych zajęć czy zmęczenia. Nie. On po prostu czuje już, że pomiędzy nim a młodzieżą, która przychodzi do szkoły aktorskiej jest ogromna przepaść w estetyce, uwrażliwieniu i ... oczytaniu. Podał przykład dziewczyny, która na egzamin wstępny przygotowała monolog i nie wiedziała z jakiego dramatu monolog ów pochodzi (to był bodajże "Makbet"). Na pytanie skąd go wzięła odparła po prostu ... z internetu.


Nie uczę młodzieży, jedyny mój kontakt z nastolatkami to mój Kubas i jego koledzy, ale też coraz częściej rozmawiając z nimi czuję się jak dinozaur. Kiedyś wystarczyło rzucić cytatem i wszyscy wiedzieli o co chodzi, teraz... teraz trzeba wyjaśniać, opowiadać, tłumaczyć kontekst.


Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko tym źródłom wiedzy, nie zamykam się na nie i nie zrzędzę tylko dlatego, że może nie umiem z nich korzystać. Zdarza mi się, nie tak znowu rzadko, zaglądać do Wikipedii, wyszukiwarkę Google eksploatuję codziennie i prywatnie i służbowo, słucham audiobooków i bardzo to lubię. Ale książka to książka, papier, zapach farby drukarskiej to wciąż afrodyzjak dla mojego mózgu. I nie wyobrażam sobie że mogłabym wyrzucić choćby najbardziej zniszczoną i starą książkę, nie bazgrzę po nich a gdy czytam przy jedzeniu to tłukę się po łapach za każdą tłusta plamę. Dlatego przeżyłam szok, gdy dziś, zupełnie przypadkiem odkryłam do czego mojemu Syniowi służy encyklopedia. Gdyby nie fakt, że Synio jest teraz u babci na wakacjach a trzeba było szybko sprawdzić czy dostał się do wymarzonego LO to bym pewnie dłużej żyła w błogiej nieświadomości. Do sprawdzenia wyników potrzebne było hasło do wynalazku rekrutacyjnego zwanego Omikron. A hasło było... no właśnie... posłuchajcie jaką telefoniczną instrukcję dostałam.

Idź mamuś do mojego pokoju, otwórz regał z książkami, tam jest taka gruba zielona encyklopedia... masz? Mam. Otwórz ją. Otworzyłam na pierwszej stronie spodziewając się zobaczyć jakiś ołówkowy zapis. Ale nie! Mój Pierworodny okazał się godnym, chociaż podejrzewam, że zupełnie przypadkowym następcą naszych konspiratorów. Mówię, przypadkowym, bo głowę daję, że pomysł ów wziął nie z lektury pamiętników powstańczych czy nawet filmów (świta mi, że w "Polskich drogach" było podobne ujęcie), ale ze strony Spryciarze.pl, która jest źródłem pomysłów wszelakich. Głupich i mądrych, zabawnych i niebezpiecznych w każdym razie niezwykle pobudzających nastoletnią potrzebę działania. No dobrze... już kończę. Zamiast opisu dwa zdjęcia odpowiadające na tytułowe pytanie...



Komentarza nie trzeba. Ofiarą padł Erazm z Rotterdamu, któremu obcięło koniec, Lizbona, która straciła początek i wszystko co pomiędzy. Nie wiem, czy na wyciętych stronach znalazło się hasło ignorancja. Słowa profanacja pod P nie znalazłam.
No cóż, moje drogie Czytelniczki. Ja, stara bibliotekara , uzależniona od słowa pisanego wyhodowałam sobie w domu profana. :((((

Czy fakt, że poznałam kolejne z zastosowań encyklopedii może być okolicznością łagodzącą?



27 komentarzy:

  1. To wcale nie takie proste zrobic schowek w enycklopedii..trzeba wyciac odpowiednio strony, przyciac rowno. obkleic by sie nie szarpaly dalej no i cos tam schowac...pomyl nie taki znow glupi jezeli mlodzieniec uznal ze ta wlasnie ksiazka nie jest mu jako ksiazka potrzebna..ot encyklopedia dostala drugie zycie tak jak nasze stare odnawiane polki szafki decupazowane i cos tam jeszcze robione...a potem wyeksponowane a nawet nagminnie na blogach pokazywane...mysle ze to radzaj demonstracji..zrobic cos z niczego..wszystko co napisalam jest humorem , zabawa,tak jak wszystko co my robimy lub co ONI robia..pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tez miałam taką skrytkę ,tyle że w wiekopomnym dziele "Szpak ptak wiosenny" radzieckiego autora- do tego naprawdę nikt nie zaglądał:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Mireczko kochana, serce Ci pewnie płacze, ale spójrz na to z innej strony, że masz bardzo sprytnego i inteligentnego syna :)) da sobie radę w życiu chłopak :)
    a do liceum sie dostał?? ;)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Miruś, oniemiałam!;))
    Pomysłowego masz syna, bez wątpienia. Nie wątpię też, że dostał się do tego LO;)
    Ja z książkami mam podobnie jak Ty. Ale lubię jeść przy czytaniu, więc też uważam, żeby śladów tej zbrodni nie zostawiać.
    To, co napisałaś o stosunku młodzieży do książek, to jest bardzo przykra prawda... Ale pocieszające jest dla mnie to, że mam 2 zaprzyjaźnione nastolatki, które od dziecka są molami książkowymi - więc może jest jakaś iskierka nadziei dla tradycyjnego czytelnictwa?
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No nieźle, tego się nie spodziewałam zobaczyć:) bardzo pomysłowy chłopak!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Krew mi zmroziło... Te pomysły świadczą jednak,ze synuś myśli ;) Tylko mógł wziąć np. książkę telefoniczną ;)
    A pod wszystkim co napisałaś podpisuję się obiema rekami.

    OdpowiedzUsuń
  7. O w mordę :)!!! że tak po młodzieżowemu zawołam :)Nie wpadłabym na taki sposób :)
    Żebyś wiedziała, jakie męki przeżywa nauczyciel, patrząc co dzień, jak się książek nie szanuje. Bo to przecież tylko na rok, i tak się rozpadnie, i tak nikomu nie przekaże w spadku (bo pewnie wejdzie nowy podręcznik). Albo gdy zadając pracę domową oczekuje,że uczniowie szanowni sięgną do źródeł papierowych, przewertują jakiś słownik w pocie czoła, posiedzą ambitnie i kreatywnie nad tematem, a tymczasem ... dostaje kilka niemal identycznych prac ściągniętych z sieci, tu wycięte, tam przestawione i ... tadam!!!Gotowe.
    Nie, ja już jestem na to wszystko za stara. I czasem chce mi się płakać, bo nijak nie potrafię przełamać ( u wielu, choć nie u wszystkich) tych złych przyzwyczajeń, jak choćby pisanie w książce .. długopisem. No chora jestem, jak widzę pobazgrolone, żeby jeszcze równe ładne staranne pismo, ale nie, kulfony poskreślane, aż dziury na wylot przetarte.
    Na szczęście jeszcze swoje własne potomstwo zdążyłam nauczyć czci dla książki, ale już i tu widzę jakby przepaść pokoleniową w tej kwestii, starszy pedant nigdy nie pozwoliłby sobie na zagięte rogi, 5 lat młodszemu że tak powiem to zwisa: "Mamuś, ale za to widać,że korzystam intensywnie z podręcznika" (znaczy 'się uczy', gamoń jeden)
    No to jest koniec jakiegoś świata i ja się z tym nigdy nie pogodzę :(
    Pozdrawiam syna serdecznie i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię czytać książki i nawet jeśli zaczynają się tak.
    "Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól porosłych zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem ptaków i owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi wzgórzami, w okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew"
    Ty na pewno wiesz z jakiej to książki cytat;-)))
    Uwielbiam opisy przyrody ale masz racje dzisiejsza młodzież jest leniwa i woli streszczenia;-(
    Cieka jestem jak oni będą zdawać maturę. Sama piszę może nie za ładnie ale rolnikiem jestem i nie muszę poetycko;-)))ale zawsze jakoś mi to wychodzi;-)
    pozdrawiam
    Danka

    OdpowiedzUsuń
  9. O czasy, o obyczaje :) Profanacja faktycznie potworna, ja mam do książek stosunek dokładnie taki jak Ty, i jak czasem widze, że się po podłodze u naszej osobistej młodzieży walają to mnie trafia. Uzywam internetu; i wikipedii, i słowników online, i innych takich, ale książki kocham najbardziej. Ostatnio w okolicy moich urodzin chłop mój własny mówi "czytac tak lubisz, nie chciałabyś kindla na urodziny?". No popypciało mi chłopa - myślę - toż to przecież cału urok w przewracaniu ston, wąchaniu farby drukarskiej... ehhhh... Na szczęści kindla nie dostałam :)
    Buziolki...
    PS. A jeszcze Ci chciałam napisać że uzupełniłam braki w czytaniu Twoich postów i bardzo mi się ten o końcu świata podobał :-P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe, czy to Ferdek Kiepski nie podsunął przypadkiem Twojemu synowi takiego wykorzystania książki (tylko, że Ferdek miał w "Panu Tadeuszu" schowek na flaszkę, hihihihihi)...
    No muszę przyznać, że rzeczywiście pod swoimi skrzydłami profana wychowałaś... Na pocieszenie tylko napiszę, że tak jak pisałaś, z niewielkimi wyjątkami oczywiście, całe to młode pokolenie takie jest...
    Ale co sie dziwić, skoro Państwo ich nie szanuje, ma ich gdzieś i zamiast dobrej opieki każdego rodzaju ofiatuje im "dobra techniki" które niekoniecznie pomagają w rozwoju kulturalnym chociażby... Państwo nasze wie co robi, choduje sobie pokolenie, dla którego zawołanie "chleba i igrzysk" będzie obowiązujące a takim tłumem najlepiej się steruje...

    OdpowiedzUsuń
  11. No, kochana, pomysłowość naszych latorośli nie zna granic. Dzisiaj we wszystkich testach kompetencyjnych stawiają na szybkie i sprytne rozwiązania :-)
    Kocham książki. Ich zapach i szelest kartek. Chociaż dzisiaj sama często sięgam po audiobooki, nic nie zastąpi słowa pisanego.
    Buziaki ślę

    OdpowiedzUsuń
  12. A może po prostu wartość tej encyklopedii była na tyle dyskusyjna, że profanacja wydaje się być uzasadnioną? ;) Żartuję... choć... może nie do końca? ;)
    Popatrz na to z innej strony - Twoja Latorośl dba o bezpieczeństwo ważnych informacji. :) Może zastosowana metoda budzić kontrowersje, ale... czy sama z siebie domyśliłabyś się, gdzie trzyma hasło? ;)
    Co do encyklopedii - najmilsze zastosowanie na jakie wpadłam, to wykorzystanie spisu najpiękniejszych dzieł literatury światowej jako przewodnika w poszukiwaniach dobrych książek i godnych uwagi autorów.
    Hm... zapach książki... to lubię. :)
    Uściski serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zamurowało mnie. Pomysłowego masz syna! Należę do tego gatunku dinozaurów, które kochają książki, zapach papieru i szelest kartek. Korzystam na codzień z google i wikipedii a jakże, ale encyklopedii bym nie poświęciła na domowy sejf.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak czytam, czytam Twój post i mam dokładnie te same przemyślenia. Chociaż moje dzieci dużo korzystają z internetu, to jednak bardzo lubią czytać papierowe książki. Jednak to, co czytają, bardzo się różni od tego, co czytaliśmy my w tym wieku -i do tego z przyjemnością i zrozumieniem. Jeszcze niedawno było oczywiste, że człowiek wykształcony jest oczytany, ma bogate słownictwo, mówi wyraźnie i nie pisze z błędami ortograficznymi. Teraz niewiedza nie jest nawet "obciachem". Ale moja młodsza córka właśnie na wakacje z własnej woli zabrała "Zbrodnię i karę", choć wie "kto zabił":D, bo przerabiali ją na lekcjach, lecz wtedy przez nią nie przebrnęła (jak przez większość lektur), a jednak postanowiła ją przeczytać. Mam nadzieję, że się uda.
    Pomysły naszych dzieci potrafią zaskakiwać. Czasami nawet wolę nie wiedzieć:)
    No i okazało się, co jeszcze nas łączy: ten sam kierunek studiów! Ale nie wiedziałam, że tak nas nazywają:)
    Ściskam. Hania

    OdpowiedzUsuń
  15. Twój post zbiegł się u mnie jednocześnie z przemyśleniami na temat obecnego pokolenia nie tylko u mnie ale również u mojego brata i znajomej.. którym to ręce po prostu opadły i tak naprawdę to się chyba podłamali.. bo brata syn nie miał najlepszej średniej więc w domu rodzina drżała do jakiej szkoły średniej się dostanie.. Dostał się do Technikum Morskiego - mój brat się cieszy bo sam jest czynnym marynarzem więc ma nadzieję na podtrzymanie tradycji.. jednak tą radość znowu dominuje lęk czy jego syn przejdzie tą szkołę.. Brat sam ją kończył i wie, że nie jest tak łatwo.. więc drży .. natomiast jego syn zupełnie spokojnie wyjaśnił mu, że nie o tradycje rodzinne mu chodziło tylko o to, że dobrą kasę będzie zarabiać jak już będzie pływał ( o zgrozo!!!!)Natomiast znajoma - bardo zaradna i inteligentna kobieta, pracuje na uczelni, pisze duże projekty unijne - załamała się jak jej starszy syn nawet nie potrafił dobrze się zarejestrować na uczelnię.. i musiała odkręcać wszystko za niego..Mój syn dla przykładu, od roku próbuje obronić inżynierkę..wiecznie ją pisze, zmienia promotorów..itp.. ech.. co w tym kontekście można powiedzieć o czytaniu.. zgadzam się, że tekst dłuższy niż news przed docelowym artykułem, to dla obecnej młodzieży za dużo.. i to najlepiej przeczytany na monitorze.. tylko powiedz mi Kochana, jak tutaj zabrać ze sobą laptopa do wanny... no ja sobie nie wyobrażam takiego relaksu z laptopem w wannie..Poza tym nie potrafię zrezygnować absolutnie z zapachu farby drukarskiej i papieru.. nawet przy codziennej prasie.. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. o jacie!Jestem zaskoczona! myślałam, że ma szyfrowe hasło no wiesz typu 12 strona 3 wers 7 słowo...ale tak dziura!!!Kochana choć z drugiej strony pomysłowo tylko jak dla mnie które kocha książki to trochę z profanacją...ale tak jak piszesz dzisiejsze pokolenie jest ciutkę nieczytate tylko przerzucając strony w necie!!!!Buziaki Kochan...a dostał się????

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham książki,szelest kartek,zapach, więc podpisuję się obiema łapkami. Ze zgrozą pytam kto wymyślił książki czytane na komputerze,czy innych elektronicznych cudach? Nie wie co traci.Mole książkowe górą!

    OdpowiedzUsuń
  18. Hmmm... Osobiście nie szanuję książek. Pisze po nich, doklejki robię, zakreślam. Ale nie wycinam. No i jest jeden podstawowy warunek; książka musi być moją własnością.
    czasy się trochę zmieniły, książka nie jest przedmiotem mającym wartość materialną. Nie można za nią kupić kilku wsi. Niemniej, trochę szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli synuśma jakąkolwiek rzecz, na którą samodzielnie zapracował i na której mu bardzo zależy, proponuję wyrżnąćmu dziurę i schować w niej np. szydełko. Nie wnikam w wartości sentymentalne czy edukacyjne, ale w to, co młodzi cenią dziś najwyżej. Czyli kasę, z pewnością ciężko przez rodziców zarobioną i wydaną na coś tak wartościowego jak literatura.
    "Dzieci, których każdy kaprys jest zaspokajany, tracą zdolność rozumienia uczuć i potrzeb innych" Robert Shaw.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam inne podejście do książek, które są dobre albo kiepskie i te dobre szanuję a kiepskich nie podobnie jak przedmioty i nie mówię tu wyłącznie o wartości materialnej, ale sentymentalnej czy każdej innej.
    My dla poprzedniego pokolenia byliśmy również profanami. Może nie na temat, ale mój starszy i nie żyjący już wujek nie mógł się nadziwić, co, to są te dyskoteki i co to za tańce czy to w ogóle tańce, to jakieś drgawki, co to za muzyka a ja byłam gotowa oddać za nią życie (dyskotek nie lubiłam nigdy, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, bo szłam z prądem).
    Mój małżonek wziął za ucho pewnego 9-cio letniego młodzieńca, który rzucał lubaszkami w moja mamę a jego rodzice poszli na policję w związku z tym.
    Może zabrakło rozmowy na ten temat z synem, ale żeby takie "przewinienia" mieli ludzie w młodości to byłoby całkiem nieźle a że kasa jest ważna? jest i ktoś to tej młodzieży pokazuje.

    OdpowiedzUsuń
  21. Hmm...:))) Masz dylemat;) Przyznaj się Mireczko czy bardziej się roześmiałaś, czy bardziej Tobą wstrząsnęło? I co powiedziałaś pomysłowej Latorośli? ;)))
    Pomysł sam w sobie rozbrajający:))) A co do profanacji, czy ja wiem, są książki i książki. Gdyby zrobił coś podobnego z pierwszym wydaniem Encyklopedia Britannica to w pełni zasługiwałby na miano profana, a tak cóż jest mnóstwo wydań encyklopedycznych nie przedstawiających specjalnej wartości edytorskiej, a internet jest faktycznie skarbnicą wiedzy, takie czasy;)Lubię zapach druku i szelest kartek, ale czy takie lubienie jest obligatoryjnie konieczne? Ważne, żeby młodzież czytała, ale jeśli oni wolą na ekranie to co można na to poradzić;)Najśmieszniejsze są w pięknych mieszkaniach atrapy książkowych grzbietów w regałach ( ładnie to wygląda;)) to dopiero jest zatrważające.
    A jak tam wyniki, czy jesteś już mamą studenta?
    Uściski ślę:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Alicja - nie wiem, czy to jest proste, czy nie, nigdy nie wpadłam na taki pomysł. Myślę jednak, ze jest spora różnica w przywracaniu do życia staroci wyrzucanych na śmietnik i odnawianiu ich choćby za pomocą decou- a niszczeniu nowej i myślę że dość użytecznej książki. Chociaż najbardziej boli fakt, ze jak piszesz Alu "młodzieniec uznał że ta właśnie ksiażka nie jest mu jako książka potrzebna". Żyjemy w czasach jednorazówek, ale ja wciąż mam naiwne przekonanie, że książka to nie długopis BIC czy maszynka do golenia...

    OLQA - sama bym znalazła kilka tytułów do których nikt już raczej nie zajrzy, ale nawet biografię Suche Batora (za cholerę już nie pamiętam co to był za przywódca) trzymam na półce z sentymentu dla powodu jej otrzymania, choć tomiszcze jest grube, w sam raz na sejf.

    Iko - sprytu mu na pewno nie można odmówić :))) A do LO się dostał, pierwszego na liście wyboru i nawet do wybranej klasy.

    Sunsette - też nie chcę uogólniać, że ONI już wcale nie czytają. Są tacy, których to nie męczy ;))), ale niestety w mniejszości. Chociaż podobno statystyczny dorosły też wiele lepszy nie jest.

    Ola_83 - taki z niego pomysłowy Dobromir. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Lauro - może dlatego, że nie mamy książki telefonicznej :)))

    Lewkonio- nauczycielom współczuję podwójnie, bo oni widzą to "w hurcie" ... i nie tylko to, o czym wiem z opowiadań koleżanek nauczycielek. Też zakrzyknęłam coś w rodzaju "o w mordę!" na widok tej skrytki. na wszelki wypadek nie zaglądam do innych książek Synia ;))

    Danusiu - wiem, wiem, bo całkiem niedawno odświeżyłam sobie Nad Niemnem w wersji audio. Wiesz, że jak ktoś czyta na głos, to nawet opisy przyrody brzmią pięknie? Matura już teraz była "za trudna", podobno 1/4 uczniów nie zdała. Rolnik nie rolnik, każdy inteligentny człowiek powinien umieć posługiwać się swoim językiem ojczystym a czytałam ostatnio, że sporej grupie obywateli do komunikacji wystarczają cztery podstawowe słowa - nie napiszę które, bo wszystkie niestety musiałabym wykropkować.

    deZeal - ostatnio usłyszałam w radiu, jak córcia w jakimś konkursie wybrała dla swojego taty elektroniczny czytnik książek. i wiesz jak uzasadniła swój wybór? tata ma tyle książek, są w całym domu i trzeba z tym zrobić wreszcie porządek... tatuś odbierając na antenie prezent cieszył się jakoś tak bez przekonania ...

    OdpowiedzUsuń
  24. jola_zola - kto go tam wie... może i u Ferdka to widział, chociaż nie ogląda. Masz rację w tym, co piszesz na temat ogłupiania społeczeństwa. Też mam czasem takie odczucia.

    MarioPar - a dzieci szybko dostosowują się do oczekiwań szkoły, zwłaszcza jeśli te oczekiwania oznaczają zmniejszenie a nie zwiększenie nakładu pracy....

    Palmette - oczywiście, że w życiu bym na to nie wpadła :) Teraz już ochłonęłam i patrzę na to podobnie jak Ty - może to nie była najlepsza z encyklopedii, ale ... no co ja gadam ;)))

    bestyjeczko - witaj w Jurassic Park ;)))

    OdpowiedzUsuń
  25. Hanutko - najbardziej poraża to, że niewiedza nie jest obciachem. Obciachem jest (przynajmniej u mojego Synia w klasie tak było) wyróżniać się wiedzą, czy aktywnością. Nawet jeśli coś wiesz, to siedzisz cicho i się nie wyrywasz bo dostaniesz łatkę kujona. Ty kujonie brzmi w ich uszach niż ty debilu. Smutne...

    Tabu - no cóż tu można dodać, widzę to też wokół siebie. Wybór pomiędzy mieć a być niestety wygrywa "mieć". Nawet pomoc potrzebującym, praca w fundacjach przeliczana jest na punkty do rankingu...
    A jeśli chodzi o czytanie w wannie, to zaprzestałam. Niebezpiecznie rosła liczba książek z pofalowanymi kartkami ;)

    Aguś - no taki szyfr to by było coś! Wyższa szkoła jazdy. Prościej wybebeszyć książkę ;) A do LO się dostał.

    Izzy - oby nas tylko nie wytruła ta technologiczna naftalina ;)))

    Nivejko - kilku wsi może i nie, ale sporo innych dóbr na pewno. Wizyta w księgarni wymaga wypchanego portfela lub sporej dozy samozaparcia. Ostatnio z bólem serca odłożyłam na półkę album z 1000 najpiękniejszych obrazów... jedyne 100 zł,ale tym razem to było dla mnie za dużo :(.

    Anonimowy Anonimie - idąc za Twoją radą powinnam wyciąć dziurę w jego ukochanych rolkach albo kultowej czapce z daszkiem, ale podejrzewam, że efekt pedagogiczny takiego postępku będzie żaden. Za to awantura - kosmiczna :)

    Grażynko - ja wiem, że każde pokolenie przechodzi etap "ja w twoim wieku" lub "za moich czasów to..." i pewnie teraz lepiej rozumiem niektóre uwagi moich rodziców dotyczace choćby muzyki, której słuchałam. Ale pewne zasady kindersztuby i pewien pakiet podstawowej wiedzy powinny być ponadczasowe i nie podlegać dyskusji.

    kaprysiu - nie było mi do śmiechu, raczej wybałuszałam ze zdziwienia oczy. Rozmowy też nie było, bo dziecię kilkaset kilometrów ode mnie. Pewnie pogadamy jutro w drodze do domu, ale już chyba bez emocji, bo cóż one dadzą po fakcie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Jaki cudny schowek-po co mi Kot sejf zrobił w ścianę jak Twój syn taki genialny.
    Te z jchan ksiązki, ale wszytskie zostawiłam w szczecinie

    OdpowiedzUsuń
  27. Ojej!!!I co pewnie nie wiedzialas smiac sie czy plakac, prawda!?No genialne to i po czesci jest, musial sie chlopak napracowac i to sporo, ale ksiazki szkoda! Dobrze chyba, ze go w domu nie bylo, co? Ja to bym mojego chyba na szczebki rozniosla :) Na szczescie mam jeszcze kilka ladnych lat przed soba, zanim moje dzieci taki wiek osiagna! Zycze wytrwalosci i cierpliwosci!Trzymam kciuki za Ciebie i trudny zapewne proces wychowawczy okresu dojrzewania nastolatka :)Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz jest dla mnie wyróżnieniem...